środa, 30 marca 2016

Na wielkim Ekranie: Kroniki Shannary. Sezon 1.

Tytuł: Kroniki Shannary / The Shannara Chronicles
Twórcy: Alfred Gough, Miles Millar
Liczba odcinków: 10
Czas trwania odcinka: około 42 min.


Na szczątkach Ziemi rządzonej przez ludzi, powstaje nowy świat. Świat elfów, gnomów i wielu przeróżnych stworzeń. Właśnie w takim uniwersum poznajemy Amberle - młodą elficką księżniczkę, która wbrew wszelkim regułom decyduje się wziąć udział w wyścigu, który zdecyduje kto zostanie jednym z Wybranych - elfów strzegących świętego drzewa Ellcrys. Jest to swojego rodzaju brama strzegąca przejścia między światem naszych bohaterów, a Zakazem, czyli miejscem, w którym po wojnie elfów zostały uwięzione wszystkie demony. Jednak historia świętego drzewa traktowana jest jak mit. Mało kto bowiem wierzy w jego niezwykłość i rolę. 


Po udanej próbie, w momencie, gdy Amberle dotyka Ellcrys, doświadcza wizji przyszłości, w której widzi koniec świata. Jest ona na tyle niebezpieczna, że księżniczka ucieka. Jednak już rozpoczął się ciąg wydarzeń, którego nie można cofnąć. Nadchodzące zło budzi druida, którego zadaniem będzie przygotowanie wszystkich ras do nieuniknionej walki. Oto Ellcrys zaczyna umierać, a każdy spadający na ziemię liść oznacza jednego demona na wolności. Teraz przyszłość świata leży w rękach wybranych przez los osób, których ścieżki się wkrótce złączą. Jednak czy podołają misji i uchronią świat przed zagładą? A może przewaga znajduje się po stronie demonów?


Amberle okazuje się jedyną osobą, która jest w stanie uratować święte drzewo. Jednak, gdy ucieka, druid Allanon wraz z Wilem Ohmsfordem, wyruszają na poszukiwania. Wil jest bowiem kolejną postacią, której udział w misji jest niezbędny. W połowie elf, w połowie człowiek, który okazuje się potomkiem niegdyś władającego państwem rodu Shannary oraz postacią dzierżącą kamienie elfów - magiczne minerały, których przeznaczenie pozostaje tajemnicą. Znaczącą postacią okaże się również nie kto inny jak zwykły (a może nie do końca) człowiek - Wędrowczyni Eretria - niesamowicie denerwująca złodziejka. 


Większość aktorów odgrywających role w tej produkcji nie jest na tyle popularnych, by poprzednie wystąpienia przyćmiewały obecne. Jednak ogromnym zaskoczeniem był dla mnie Manu Bannett , znany ze swojej roli z Arrowa, wcielający się tutaj w postać druida. Jednak namacalna różnica między Allanonem a Sladem sprawiła, że nie miałam pojęcia z kim mam do czynienia. I zapewne nadal by tak było, gdybym nie postanowiła lepiej zapoznać się z obsadą. John Rhys-Davies w roli króla Eventina spełnił się idealnie, jednak ze wszystkich postaci to właśnie jego syn Ander (Aaron Jakubenko) najbardziej przypadł mi do gustu - mężczyzna znany ze swojej słabości do imprez i alkoholu, który w końcu przezwyciężył strach i stanął na wysokości powierzonego mu zadania.


Amberle, Wil oraz Eretria to postacie, które trudno polubić. Zazwyczaj jest zupełnie odwrotnie, jednak w tej produkcji nie potrafiłam pokochać głównych bohaterów od pierwszych stron. Księżniczka jest wiecznie przestraszoną osobą działającą pod wpływem impulsu i szczerze miałam wrażenie, że gdyby nie powierzone jej zadanie, cały sezon by siedziała i płakała. Oczywiście w przerwach między byciem zazdrosną o Wila. Eretria to z kolei osoba, która nie musi się nawet odzywać, by niesamowicie irytować. Pół sezonu zachowywała się jak *uwaga, cenzura*. Oraz Wil - jedyny chłopak w tym gronie. Nie trudno się domyślić, że mamy tu do czynienia z typowym trójkątem. Przyznam, że ciało ma boskie, bo o twarzy niestety nie mogę tego powiedzieć (niestety długie włosy nie są moją bajką), jednak to zachowanie sprawia, że miałam ochotę mu przywalić. No bo w końcu niby zakochany w jednej, ale skoro nie może jej mieć to się prześpi z drugą. Logiczne, nie?

Cała sceneria jest utrzymana w mrocznych barwach, co nadaje charakteru przedstawionemu światowi. Widoki zapierają dech w piersi. Demony przedstawione tak realistycznie, że nawet siedząc po drugiej stronie ekranu czujemy wpełzającą na ręce gęsią skórkę. Nawet stylizacja uszu zasługuje na pochwałę, nie mówiąc już o cudownych strojach czy niesamowitym openingu, który skradł moje serce. Widać, że pod tym względem MTV dało z siebie wszystko.


Nie powiem, by serial był arcydziełem, jednak całokształt zasługuje na uwagę. Szczególnie polecam dla osób, które uwielbiają magiczne wątki, mnóstwo miłości, poświęcenia, niebezpieczeństwo, czy intrygi. No a zakończenie... Sprawiło, że po prostu muszę zobaczyć następny sezon. Żałuję jedynie, że obejrzałam serial przed przeczytaniem książki. Ale i na to przyjdzie czas.



wtorek, 22 marca 2016

Lustrzany Świat Melody Black - Gavin Extence




Tytuł: Lustrzany Świat Melody Black
Tytuł oryginału: The Mirror World of Melody Black
Autor: Gavin Extence
Tłumaczenie: Łukasz Małecki
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 14 stycznia 2016











Opis:
Jak to nieraz w życiu bywa, wszystko zaczęło się od trupa. To był zwykły sąsiad, nie ktoś, kogo Abby dobrze by znała, jednak mimo wszystko… Znalezienie zwłok, podczas gdy przyszło się pożyczyć puszkę pomidorów, może być lekko szokujące. A przynajmniej powinno być. Teraz, ponownie analizując minione wypadki, kobieta nie może pozbyć się wrażenia, że wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej, gdyby feralnej środy nie weszła do mieszkania naprzeciwko. A z pewnością nie poznałaby Melody Black…


Jeszcze nie raz przekonasz się, że większość krzywd, jakie wyrządzamy innym, jest niezamierzona. I prawie zawsze dotyczy tych, których kochamy. To jedna z niefortunnych ironii życia - o wiele łatwiej skrzywdzić ludzi, którzy są nam bliscy.
Abigail Williams to kobieta, która mieszka ze swoim chłopakiem w niewielkim mieszkanku. W momencie, gdy zachodzi do sąsiada, by pożyczyć puszkę pomidorów, jej życie się zmienia. Kto by przypuszczał, że zastanie go w fotelu przed telewizorem... martwego. No i o ile już to jest co najmniej niepokojące, o wiele bardziej sam fakt, że zamiast krzyczeć, niezwłocznie wezwać pomoc, ona zaczyna palić papierosy należące do zmarłego, po czym dopiero wykręca numer alarmowy i wraca do domu... z wyciągniętą z lodówki sąsiada puszką pomidorów. Czy może być coś dziwniejszego? Chyba tak... A zaczyna się od znalezionej w internecie teorii o "małpim kręgu".
Ze wszystkich zwierząt tylko ludzie posiadają zdolność cierpienia w trzech czasach: opłakiwania przeszłości, rozpaczania nad teraźniejszością i obawiania się tego, co przyniesie przyszłość.
Pierwszym co rzuca się w oczy, oprócz oczywistych, nieco absurdalnych sytuacji, jest czarny humor powieści, z którego jest prawdopodobnie znany autor. Nazwałabym go charakterystycznym, bo chociaż to moje pierwsze spotkanie z twórczością Gavina Extence, to jednak odróżnia się czymś przyciągającym; czymś, co działa jak magnes. Jedynym, co nie dawało mi spokoju przez większość lektury, było samo znaczenie tytułu i imię występujące w nim. Bo w końcu ta historia dotyczy Abby, więc kim jest tajemnicza postać - Melody Black? Niestety, ja nie odpowiem na to pytanie, żeby nie odbierać nikomu przyjemności z czytania, bo warto się o tym przekonać na własnej skórze.
Nic o nim nie wiedzieliśmy. Nie był dla nas realną osobą - na pewno nie w żadnym znaczącym sensie. Ot, kolejna twarz, którą od czasu do czasu mijamy na schodach. Mieszkaliśmy w odległości kilku metrów, a mimo to nie było między nami żadnego kontaktu. 
Nie obejdzie się bez minusów, gdyż zachowanie głównej bohaterki sprawia, że czytelnik ma wielką ochotę na spalenie książki. Bo czym jest wydanie tysiąca funtów w przeciągu jednego dnia (nawet niecałego!) czy ucieczka z domu i prawie zdradzenie chłopaka. Do tego można by dorzucić skłonności do prześladowań, lata nienawiści do ojca, wieczne czepianie się siostry i parę innych. Jednak przypuszczam, że był to celowy zabieg, by ukazać nam, że każdy człowiek przeżywa wzloty i upadki, a pewne sytuacje mają znaczący i niekoniecznie pozytywny wpływ na ludzką psychikę. I nawet ja, zaczęłam się zastanawiać nad stanem mojej.
Jego śmierć okazała się dla nas najwyżej zaskakującym zwrotem akcji, nie niosła ze sobą żadnego emocjonalnego znaczenia. (...) Był spoza naszego małpiego kręgu.
Lustrzany świat Melody Black to z pewnością błyskotliwa powieść, z której można wiele wywnioskować. Nie jest przy tym nużąca, a to rzadkość przy podobnych pozycjach, więc warto znaleźć chwilę, by poznać opisaną przez autora historię i wyciągnąć z niej wnioski. Teraz z pewnością muszę sięgnąć po Wszechświat kontra Alex Woods - niesamowicie zachwalany debiut Gavina Extence i jeden z największych bestsellerów.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

sobota, 19 marca 2016

~KONKURS Z JUTREM~

Jeszcze nie było u mnie żadnego konkursu. Rozdania owszem, ale nic co wymagałoby większego wysiłku niż zwykłe zgłoszenie się w komentarzu (ale nawet teraz będzie trzeba wykonać jedynie łatwe zadanie, które zajmie nie więcej nić kilka minut). A jako, że niedawno był dzień kobiet, możemy jakoś uczcić to święto. A co zrobić, by wygrać? Zapraszam do regulaminu!



Regulamin:
1. Organizatorką konkursu, jestem ja - autorka bloga Czyta książki, pewnie kujon.
2. Konkurs trwa od dzisiaj (10 marca 2016 roku) do 11 kwietnia 13 maja 2016 roku do godziny 23:59.
3. Fundatorem nagrody (egzemplarza książki "Jutro") jestem ja.
4. Zwycięzca zostanie wybrany w drodze losowania
5. Aby wziąć udział w konkursie należy:
-zgłosić się w komentarzu
-podać adres e-mail
-zaobserwować publicznie mojego bloga
-wstawić podlinkowany baner w widoczne miejsce na swoim blogu/udostępnić na fb (baner po prawej stronie, na pasku bocznym)
-skomentować dowolnie wybraną recenzję z mojego bloga (z roku 2015) oraz wstawić link do tej recenzji.
6. By konkurs się odbył, musi się zgłosić przynajmniej 35 osób
7. Organizatorka zastrzega sobie prawo do zmiany regulaminu.
8. Zwycięzca zostanie wyłoniony do 14 dni po zakończeniu konkursu, jednak w wyniku poślizgu, może się ten czas wydłużyć.
9. Nie wysyłam nagród za granicę, ani nie odpowiadam za zgubienie przesyłki przez Pocztę Polską.

Szablon zgłoszeniowy:
Zgłaszam się/Umrę, jak nie dostanę! etc.
E-mail:
Obserwuję jako:
Baner:
Link do wybranej recenzji:


Mam nadzieję, że zgłosi się sporo osób, a nagroda przypadnie Wam do gustu. ;)
To powodzenia!

piątek, 18 marca 2016

Osobliwe i Cudowne Przypadki Avy Lavender - Leslye Walton



Okładka książki Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender





Tytuł: Osobliwe i Cudowne Przypadki Avy Lavender
Tytuł oryginału: The Strange and Beautiful Sorrows of Ava Lavender
Autor: Leslye Walton
Tłumaczenie: Regina Kołek
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 2 marca 2016









Opis:
Zbliża się magiczna noc przesilenia letniego... Noc, w której niebo się otworzy, a powietrze wypełnią deszcz i pióra.
Ava urodziła się ze skrzydłami. Pragnie poznać prawdę, odnaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące jej pochodzenia. Niezwykłe wypadki, cudowne zdarzenia, dziwne zbiegi okoliczności i baśniowe rozterki zaprowadzą ją tam, gdzie nie spodziewała się dotrzeć. Kawałek po kawałku odsłania pełną boleści i trosk historię rodziny Roux. Ava Lavender może być pierwszą, która uniknie zguby i ucieknie obojętności. Czy uda jej się odnaleźć prawdziwą miłość?
Dramat Avy rozpoczyna się, kiedy wielce pobożny Nathaniel Sorrows bierze ją za anioła, a jego obsesja na punkcie dziewczyny rośnie...

Myślę, że śmierć podobna jest do otrucia albo gorączki - wyszeptałam. - To jak bycie o krok przed wszystkimi. Krok tak duży i szeroki, że dogonienie cię staje się niemożliwe, i jedyne, co możesz zrobić, to patrzeć, jak wszyscy ci, których kochasz, znikają.
Bohaterką tej powieści jest Avy - dziewczyna posiadająca skrzydła. Jednak opowieść nie zaczyna się od niej, bo równie ważni są przodkowie nastolatki. Autorka postanawia wprowadzić czytelnika w przedstawiony świat za pomocą przeszłości. Przeszłości, która sprawiła, że życie bohaterów wygląda tak a nie inaczej. Przeszłości, którą trzeba poznać, by zrozumieć teraźniejszość i przyszłość. To właśnie wybory dokonane kiedyś ukształtowały to, z czym ludzie muszą się zmierzyć obecnie.
I to może być sedno problemu: wszyscy boimy się siebie nawzajem, bez względu na to, czy mamy skrzydła, czy nie.
A zaczęło się od pradziadka, który napędzany marzeniami przepływa ocean, by zamieszkać z rodziną na Manhattanie. Jednak nic nie jest takie kolorowe, jak by się wydawało i niedługo potem ginie. Podobny los spotyka wszystkich jego bliskich, oprócz Emilienne, która w krótkim czasie wychodzi za mąż i rodzi córkę Viviane - matkę Avy oraz jej brata bliźniaka Henrego. Obydwoje jednak nie są zwyczajnymi dziećmi. On - nieznoszący dotyku niemowa,  ona - uskrzydlona dziewczyna, która pragnie jedynie normalnego życia. I prawdopodobnie właśnie to pragnienie wpędza ją w kłopoty..  
A ja – ja urodziłam się ze skrzydłami, jako odmieniec, który nie miał prawa liczyć na coś tak majestatycznego jak miłość. To nasz los, nasze przeznaczenie, to ono decyduje o takich rzeczach, prawda?
Po przeczytaniu opisu książki można spodziewać się magicznej powieści pełnej aniołów lub innych stworzeń. Nic bardziej mylnego. Jest to historia, która poprzez tak magiczne zjawisko jak posiadanie skrzydeł, ukazuje brutalność otaczającego nas świata. Miłość w tej powieści jest źródłem wszelkiego bólu, cierpienia i nieszczęść, lecz ujawnia również, że mimo wszelkich przeciwności losu, przy odrobinie wysiłku, możemy w końcu znaleźć szczęście. A o to warto walczyć.
Znowu on. Los. To słowo często towarzyszyło mi, kiedy byłam dzieckiem. Szeptał do mnie z ciemnych kątów pokoju w czasie samotnych nocy. Był pieśnią ptaków na wiosnę i wołaniem wiatru w nagich gałęziach zimowego popołudnia. Los. Zarówno moja udręka, jak i pociecha. Mój towarzysz i moja klatka
Leslye Walton stworzyła coś zupełnie odmiennego od znanych przez nas powieści. W swojej książce zawarła historie kilku pokoleń, zmagających się z różnymi problemami, które chociaż odmienne, wydawały się w jakiś sposób powiązane. Nie sposób zignorować atmosfery panującej na każdej karcie, przelewającej się przez nią, świadczącej o wyjątkowości danego dzieła. Jedno jest pewne: ten tytuł nie znalazł się przypadkiem na okładce, gdyż książka sama w sobie jest osobliwa i jak najbardziej cudowna.
Potwierdziło to fakt, że niektóre poświęcenia nie są warte zachodu. nawet, a może właściwie w szczególności te, na które ludzie zdobywają się z miłości.
Sięgnęłam po tą książkę, licząc na powieść całkowicie magiczną. Dostałam pełną brutalnego realizmu historię, która pochłonęła mnie od pierwszych stron. To coś nieoczywistego, bajecznego. Coś, co po prostu trzeba przeczytać, by zrozumieć jego wyjątkowość.
Miłość potrafi zrobić z nas głupców


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN.


poniedziałek, 14 marca 2016

Nadchodzi Ogień - Gillian Anderson, Jeff Rovin





Tytuł: Nadchodzi Ogień
Tytuł oryginału: A Vision of Fire: A Novel
Cykl: Saga końca świata. Tom 1.
Autor: Gillian Anderson, Jeff Rovin
Tłumaczenie: Łukasz Małecki
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 6 maja 2015










Opis:
Pierwszy tom cyklu opisuje przygody Caitlin O’Hary, światowej sławy psychologa dziecięcego, która zajmuje się leczeniem traum, powstałych w wyniku wojen i klęsk żywiołowych. To silna kobieta i matka, ma mocny charakter i ugruntowaną pozycję zawodową, jednak całe jej doświadczenie i wiedza o świecie stają pod znakiem zapytania, gdy zaczyna pracować z młodą dziewczyną o wyjątkowych zaburzeniach. Próbując jej pomóc, Caitlin zaczyna dostrzegać, że za problemami dziewczyny kryją się o wiele potężniejsze siły niż te, które jest w stanie objąć ludzki umysł…

Dzieci i zwierzęta instynktownie boją się ciemności. Dlaczego niby mam twierdzić, że niesłusznie?
Gillian Anderson powinna znać większość osób, które urodziły się przed 2000 rokiem, a może nawet i później. Ja jeszcze pamiętam, jak bardzo lubiłam oglądać serial, w którym odgrywała swoją rolę. I nawet teraz z przyjemnością powróciłabym do tych czasów. Spytacie więc, co to za fantastyczna produkcja? Z Archiwum X, ot co. Ale nie o tym dzisiaj chcę wam opowiadać, ale o debiucie literackim, który jest dziełem owej aktorki.
Te zdjęcia przedstawiały coś więcej niż atak atomowy; ukazywały niewyobrażalny, uporczywy ból i terror każdej wojny w każdej epoce, a jednocześnie stanowiły ukryte ostrzeżenie, że następna wielka pożoga zakończy się dużo gorzej. A mimo to ludzkość mknęła ku niej na pełnym gazie.
Caitlin O`Hara jest doktorem psychologii. Jej pacjentami są zazwyczaj dzieci po traumatycznych przeżyciach, przestępstwach, wojnach itp. To samotna matka, która rzadko kiedy się myli, a chwile spędzone z synem są dla niej relaksacyjną odskocznią. Wszystko jednak się zmienia, gdy trafia na trudny przypadek córki ambasadora Indii. Nastolatka, po zamachu terrorystycznym, zupełnie się zmienia. Traci kontakt z rzeczywistością, wymawia bełkotliwe zdania, używa niezrozumiałych słów, a również okalecza się. Nawet światowej sławy psycholog, jakim jest Dr Caitlin, nie ma pojęcia, co dolega dziewczynie. A jakby tego było mało, jej przypadek nie jest jedyny, a ataków doświadczają ludzie z różnych rejonów świata. O co w tym wszystkim chodzi? I co wspólnego z tymi wydarzeniami ma tajemniczy kawałek skały wydobyty z dna oceanu?
Nie można winić słów za to, że są niewystarczające do opisu nowych zjawisk.
Pierwsze strony powieści trudno uznać za interesujące. Ja niesamowicie się na nich nudziłam i nie raz miałam ochotę rzucić książkę w kąt i sięgnąć po coś przyjemniejszego, bez wszelakich naukowych określeń i nadmiaru opisów z użyciem takowych. Jednak były to tylko początkowe odczucia, bo chociaż przewijają się przez całą powieść, to już po pierwszym rozdziale zaczynamy się do tego przyzwyczajać, a wiedząc o karierze aktorskiej autorki, trudno jest nie porównywać tej powieści z serialem, z którym zresztą można znaleźć istotne powiązanie. Ale o tym musicie już przekonać się na własne oczy.
Nie wierzę w kosmicznego arbitra. Bo odnoszę wrażenie, że do tego sprowadza się idea boga. Niebo jest w niej nagrodą za absolutnie subiektywny model postępowania, różniący się we wszystkich kulturach.
Plusem tej książki są zróżnicowani bohaterowie, wielonarodowościowi i wyznający różne kultury, religie. Ponadto akcja nie rozgrywa się w jednym określonym miejscu, lecz przechodzi z jednego krańca świata na drugi - co nie raz może powodować zamieszanie, jednak jednocześnie gwarantuje powiew świeżości, a całość, dopełniona dopracowanymi szczegółami, sprawia, że czytelnik chciałby zagłębić się w dalsze losy poszczególnych postaci.
Każda postać fikcyjna ma swój pierwowzór.
Nadprzyrodzone (?) siły, tajemnicze przedmioty oraz nieznane znaki, hipnoza, intrygi i wisząca w powietrzu wojna - to wszystko znajdziecie w tej powieści. Co prawda nie jest to arcydzieło literackie, ale który debiut nim jest? Jednak jeśli to są dopiero początki, już czekam na ciąg dalszy, a książkę mimo nielicznych niedociągnięć polecam. Jedno jest pewne - by zapoznać się z tą historią nie musisz mieć określonej płci czy wieku, jest idealna dla każdego.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

środa, 9 marca 2016

Mechaniczny Anioł - Cassandra Clare




Tytuł: Mechaniczny Anioł
Tytuł oryginału: Clockwork Angel
Cykl: Diabelskie Masztny. Tom 1.
Autor: Cassandra Clare
Tłumaczenie: Anna Reszka
Wydawnictwo: Mag
Data wydania: 20 listopada 2013











Opis:
Magia jest niebezpieczna, ale miłość jeszcze bardziej. Kiedy szesnastoletnia Tessa Gray pokonuje ocean, żeby odnaleźć brata, celem jej podróży jest Anglia za czasów panowania królowej Wiktorii. W londyńskim Podziemnym Świecie, w którym po ulicach przemykają wampiry, czarownicy i inne nadnaturalne istoty, czeka na nią coś strasznego. Tylko Nocni Łowcy, wojownicy ratujący świat przed demonami, utrzymują porządek w tym chaosie. Porwana przez Mroczne Siostry, członkinie tajnej organizacji zwanej Klubem Pandemonium, Tessa wkrótce dowiaduje się, że sama jest Podziemną z rzadkim darem zmieniania się w inną osobę. Co więcej, Mistrz - tajemnicza postać kierująca Klubem - nie zatrzyma się przed niczym, żeby wykorzystać jej moc. Pozbawiona przyjaciół, ścigana Tessa znajduje schronienie w londyńskim Instytucie Nocnych Łowców, którzy przyrzekają, że znajdą jej brata, jeśli ona wykorzysta swój dar, żeby im pomóc. Wkrótce Tessę zaczynają fascynować dwaj przyjaciele: James, którego krucha uroda skrywa groźny sekret, i niebieskooki Will, zniechęcający do siebie wszystkich swym sarkastycznym humorem i zmiennymi nastrojami… wszystkich oprócz Tessy. W miarę jak w trakcie swoich poszukiwań, zostają wciągnięci w intrygę, grożącą zagładą Nocnych Łowców, Tessa uświadamia sobie, że będzie musiała wybierać między ratowaniem brata a pomaganiem nowym przyjaciołom, którzy próbują ratować świat… i że miłość potrafi być najbardziej niebezpieczną magią.

Kimkolwiek jesteś, mężczyzną czy kobietą, osobą silną czy słabą, zdrową czy chorą... Wszystkie te rzeczy liczą się mniej niż to, co masz w sercu. Jeśli masz duszę wojownika, jesteś wojownikiem. Te inne rzeczy to szkło, które otacza lampę, a ty jesteś światłem w środku. Właśnie w to wierzę.
Cassandry Clare nie muszę nikomu przedstawiać. Jej seria Dary Anioła podbiła serca niejednego nastolatka. Ja niestety nie byłam wśród osób, które koniecznie musiały przeczytać wszystkie tomy i z przykrością stwierdzam, że zatrzymałam się na początku drugiego. Nie znaczy to, że nie spodobała mi się koncepcja autorki, ale po przeczytaniu Trylogii Diabelskich Maszyn, po które sięgnęłam wcześniej, nic przez długi czas nie mogło mnie wystarczająco zadowolić.
Marzenia potrafią być niebezpieczną rzeczą.
Tessa Gray przybywa ze stanów do Londynu z myślą, że po długiej rozłące spotka brata, który miał na nią czekać. Niestety po opuszczeniu pokładu statku nie wita jej on, ale dwie kobiety, twierdzące, że przyjechały ją odebrać i dostarczyć do brata. Zabierają ją do tajemniczego domu, gdzie okazuje się, że ich zamiary nie są wcale takie szlachetne, jak zapewniały, a dziewczyna staje się więźniem. Mroczne siostry nie raz wzywają ją na przesłuchania, a wkrótce wyjawiają swoje plany dotyczące Tessy. Ma zostać ona przygotowana do ślubu. Ślubu z obcym mężczyzną, nazywanym przez jej oprawczynie Mistrzem.
Mogę ci ofiarować swoje życie, jednak to będzie krótkie życie; mogę ci oddać serce, choć nie wiem, ile jeszcze uderzeń wytrzyma. Ale kocham cię bardzo i mam nadzieję, że wybaczysz mi samolubne pragnienie, żeby posmakować szczęścia, resztę życia spędzając z tobą.
Życie dziewczyny wywróciło się do góry nogami, a ona nie ma najmniejszego wpływu na nie. Leżąc przywiązana do łóżka nie spodziewa się, że wkrótce wszystko się zmieni, a ona zostanie uratowana przez tajemniczego chłopaka o imieniu Will. Jednak czy można mu ufać? Kim jest jej wybawca i jego znajomi? Jakie przygody ją jeszcze spotkają w tym nowym, zupełnie nieznanym miejscu? No i w końcu, gdzie jest jej brat?
To w porządku kochać kogoś bez wzajemności, dopóki ten ktoś jest wart miłości. Dopóki na nią zasługuje
Cassandra Clare po raz kolejny przeniosła nas w świat Nocnych Łowców. Nie różni się on wiele od poznanego w Darach Anioła (chociaż jak wspomniałam na wstępie dotrwałam tylko do drugiego tomu - na razie!), mimo tego, iż przedstawia wydarzenia rozgrywające się o wiele wcześniej niż te, z którymi zmagają się Clary i Jace. Jako osoba, która może tylko powierzchownie porównać dwie serie, ta wydała mi się o wiele przyjemniejsza w odbiorze. Jeśli miałabym opisać jednym słowem Mechanicznego Anioła, byłaby to za pewne lekka książka. Jej styl, język jest w jakiś sposób bardziej przystępny, przez co całość przeczytałam w zastraszającym tempie i zupełnie się z nią nie męczyłam.
On nie wiedział, co znaczą dla niej książki. Że są symbolami prawdy i sensu, potwierdzeniem jej istnienia i tego, że są na świecie ludzie tacy jak ona.
Wykreowani bohaterowie są jak kolory na palecie pełnej barw. Tak różnorodni, niepowtarzalni. Każdy ma indywidualny, trudny do odzwierciedlenia charakter. Przy tym ich rozmowy, przepychanki słowne nie raz wywołały u mnie napad śmiechu, tak rzadko zdarzający się podczas czytania czegokolwiek, nawet oglądania kabaretów, które zresztą uwielbiam. Tessa, Will, Jem oraz inni, nowi przyjaciele dziewczyny są postaciami, których po prostu się nie da nie lubić. I mimo mojego wiecznie pesymistycznego nastawienia, zdołali skraść moje serce.
Pulvis et umbra sumus. - "Prochem i cieniem jesteśmy".
Nie pozostaje mi nic innego jak polecić ta książkę. Szczególnie fanom Darów Anioła, ale nie tylko. Każdą dziewczynę, kobietę, a może nawet z odrobiną chęci mężczyznę, mogłaby ta książka nie tyle wciągnąć, co od razu połknąć.

sobota, 5 marca 2016

Krew i Stal - Jacek Łukawski




Tytuł: Krew i Stal
Cykl: Kraina Martwej Ziemi. Tom 1.
Autor: Jacek Łukawski
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 17 lutego 2016













Opis:
Gdy krew bohaterów zrosi Martwą Ziemię, stal będzie musiała dosięgnąć zdrajców.
Sto pięćdziesiąt lat po powstaniu Martwej Ziemi z twierdzy granicznej wyrusza oddział żołnierzy, by wąskim przesmykiem przekroczyć zapomnianą krainę. W starym klasztorze u podnóża Smoczych Gór ukryte jest coś, co musi powrócić do królestwa, zanim Zasłona Martwej Ziemi pęknie i zaniknie.
Silny oddział pod dowództwem Dartora, starego, zaprawionego w bojach oficera, wkracza w suche stepy, by zmierzyć się z demonami przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Prawdziwy cel misji zna tylko przysłany w ostatniej chwili przewodnik. Lecz nawet on – tajemniczy Arthorn – nie przypuszcza, jaki los przygotowali dla nich bogowie i jak krucha jest równowaga znanego im świata.


Nie przypuszczałem, że ta zasrana magia może się kiedykolwiek przydać na coś dobrego!
Krew i Stal jest debiutem Jacka Łukawskiego, która stanowi wstęp do serii o Krainie Martwej Ziemi. Jakby ktoś jednak dał mi tą książkę do przeczytania bez zdradzania nazwiska autora, ani braku jego dorobku literackiego, nigdy nie pomyślałabym, że coś tak dobrego może być (a) debiutem (b) dziełem polskiego autora. No może jeszcze w narodowość bym nie wnikała, ale owa pozycja zdecydowanie nie wygląda na debiut. I szczerze cieszę się, że polskie książki o tematyce fantastycznej się rozwijają w tak zastraszającym tempie.
-Ten stary pierdziel Garhard z pewnością nie wyraził się takimi pięknymi słowami, jakeście mi przedstawili. Jak znam tego, bogowie zlitujcie się, mędrca, to w wyjątkowo dobrym humorze do muła by mnie przyrównał, a jeśli humor mu nie dopisywał...
-Nie dopisywał. - Arthorn chrząknął.
Świat przedstawiony w tej powieści jest niebezpieczny. Na tyle niebezpieczny, że człowiek niepostrzeżenie może stracić życie jednym krokiem, postawionym w złym kierunku. Ptaki padają w locie jeden po drugim przez wkroczenie w zakazaną strefę. Właśnie w takim świecie, z polecenia lorda Aurissa, wyrusza oddział, który ma za zadanie przekroczyć Martwicę i zdobyć pewne cenne przedmioty. Niestety po drużynie tej ginie ślad, a powierzone im zadanie jest na tyle ważne, by posłano za nimi drugą, której dowodzić ma Dartor, wraz z niepodlegającym mu Arthornem. Jednak nieznana kraina, w którą wkraczają, jest o wiele bardziej zabójczy, niż wszyscy się spodziewają. Na każdym kroku czyha na nich niebezpieczeństwo, a magiczne stwory, z którymi przychodzi im się zmierzyć na początku, mogą być potulnymi zwierzątkami w porównaniu z tym, co jeszcze na nich czeka. Czy wszyscy wyjdą cało z tej ekspedycji? Co ich czeka na nieznanych ziemiach? 
(...) to, co Martwicę stworzyło, teraz ją niszczy.
Jak już wspomniałam na wstępie, książka ta zdecydowanie nie wygląda na debiut.  Świadczy o tym chociażby archaiczny język, którego nie powstydziłby się nawet sam Sapkowski, oraz w każdym calu dopracowane szczegóły charakterów postaci oraz wydarzeń. Początkowo trudno jest przyzwyczaić się do takiego dialektu, jednak jego specyficzność pozytywnie wpływa na jakość całokształtu. Postacie łatwo można polubić, współczuć im, przeżywać sytuacje, w jakich się znajdują oraz niekiedy nienawidzić i czuć irytację ich zachowaniem. Arthorn - nasz główny bohater jest z kolei najbardziej tajemniczą postacią, jaką zdarzyło mi się spotkać na tych kartach i nawet końcowe strony nie zdradziły go całkowicie, a Marcas z Gwydonem zyskali moją całkowitą sympatię. 
Pytałem, czemu tylko trzech ich wysłano, a on zdziwił się, że mogłoby być inaczej: trzech uciekło i trzech w pogoń ruszyło. Ponoć ich bogowie nie przepuszczają przez bramy swego królestwa takich, co w nierównej walce zwyciężą.
Krew i Stal mogę śmiało nazwać perełką gatunku fantasy, który wybija się ponad większość schematycznych powieści, jakie coraz częściej spotykamy w księgarniach. Jedynym minusem jest fakt, iż na następny tom będę musiała zdecydowanie zbyt długo czekać. Ale jeśli ktoś jeszcze nie zapoznał się z tą powieścią, powinien jak najszybciej nadrobić straty.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN.

wtorek, 1 marca 2016

Ciemność Płonie - Jakub Ćwiek




Tytuł: Ciemność Płonie
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 18 marca 2015










Opis:
Dworzec to jedyne bezpieczne miejsce.
Ciemność tu nie zagląda.
Na razie...
Przerażająca podróż po tonących w ciemności Katowicach.
Katowice Główny to miejsce, przez które przewijają się dziennie tysiące ludzi. Większość pojawia się tam na moment, część została na znacznie dłużej. Bezdomni. Wybrani. Niegdyś mieli rodziny, pracę, wiedli mniej lub bardziej szczęśliwe życie. Dziś mają tylko siebie i stare, śmierdzące dworcowe hale. Wybrała ich bowiem Ciemność. Zapłonęła i nigdy już nie zgasła.
Natalia – studentka kulturoznawstwa – w podzięce za pomoc oddaje starszemu mężczyźnie znalezioną w portfelu monetę. Nieświadomie bierze tym samym na siebie cudze przekleństwo. Już wkrótce i dla niej zapłonie Ciemność, zamieniając jej życie w horror. Ratunku może szukać tylko wśród podobnych sobie. Dworzec Katowice czeka…


Odrzućmy niemożliwe, a zostanie nam prawda, choćby i zupełnie do siebie niepodobna.
Większość ludzi bała się, boi, a nawet w dorosłym życiu nadal będzie się bała ciemności. Może za sprawą obejrzanych w dzieciństwie horrorów, które w owym czasie tak pociągały, chociażby ze względu na to, że dla najmłodszych są zakazane. Jednak już po pierwszym spektaklu coś się rodzi w naszym umyśle, bezpodstawny strach, którego nie potrafimy się pozbyć. Bo co jeśli zza uchylonych drzwi od szafy ktoś spogląda. Czy to kurtka wisi na tym wieszaku w końcu korytarza, czy może jakaś zjawa leci wprost na nas? Umysł potrafi podsunąć nie do końca przyjemne myśli, jednak jeśli dorzucimy do tego ciemność, mógłby dodatkowo wytworzyć obraz, który w naszych oczach przeobraziłby się w najgorszego potwora. I nie ważny jest wiek, gdy mamy z nią do czynienia. Być może podobne przemyślenia Jakuba Ćwieka podsunęły mu pomysł stworzenia książki takiej jak Ciemność Płonie.
...a gdy tylko zapada zmrok i światło gaśnie, żar tego ognia rozpełznie się po kuchni, pomknie wzdłuż ścian ku innym pokojom i wleje się do łóżek, pochłaniając drewniane stelaże, materace i pościel.
Dworzec jest miejscem, przez które przewijają się codziennie setki ludzi. Jedni są tu tylko przejazdem, spieszą się do pracy, domów, rodzin. Inni - bezdomni - zostają na dłużej. Nie z powodu takiego kaprysu, ale faktu, iż jest to jedyne miejsce, w którym czują się bezpiecznie. W końcu Ciemność tu nie zagląda. Pewnego dnia studentka o imieniu Natalia wpada w tarapaty, z których ratuje ją starszy mężczyzna. Szukając drobnych w portfelu, dziewczyna trafia na dziwną monetę, którą oddaje widocznie zaciekawionemu wybawicielowi. Tym samym jednak uwalnia go od klątwy, która teraz ciąży na niej. Jednak ciemność, która do tej pory była co najwyżej znośna, staje się agresywna. Miły gest dziewczyny i poczynania biedaka, sprowadzają zgubę na wszystkich Wybrańców.
Najgorsze, że nikt nie dostrzeże nawet jednego małego języka ognia. Bo to nie będzie już ogień. To Ciemność.
Jak zapewne wiecie, Jakub Ćwiek trafił do grona moich ulubionych polskich autorów za sprawą Chłopców - czterotomowej serii, w której się zakochałam niemalże w momencie rozpoczęcia lektury. Być może przez to podniosłam wysoko poprzeczkę sięgając po następną książkę, chociaż nie powiem bym miała zamiar całą opinię przedstawić w formie jednego wielkiego hejtu, bo jak to bywa, gdy mówimy o książkach: każda ma plusy i minusy. Wystarczy tylko je dostrzec, a to czy polubimy daną książkę zależy przede wszystkim od nastawienia.
Gdy nastaje noc, parafrazując słowa Goi, budzą się potwory.
Być może zanudziłam troszkę tym wstępem, ale Jakub Ćwiek należy do grona tych twórców, którzy najwyraźniej czują przywiązanie do naszych rodzimych imion, które mi nijak nie leżą. Chociaż próbuję się od x czasu przekonać do polskich autorów, to jednak zatrzęsienie Maćków, Jacków, Maryś i Kaś skutecznie mnie odrzuca. Co prawda podczas lektury Chłopców nie przeszkadzało mi to tak bardzo i myślałam, że tak będzie i tym razem.. Można się domyślić, że jednak nie było. No jeszcze Pawła czy Piotrka mogłabym znieść, ale Tadeusza i innych Zbigniewów? Co to to nie. Zapewne cały ten akapit brzmi jak totalny bełkot, ale w momencie, gdy jest coś nie tak z imionami w powieści, trudno mi się zdobyć na przeczytanie reszty.. Pomijając już fakt, że imiona te wydawały mi się początkowo identyczne i miałam problem z odróżnieniem poszczególnych postaci, co się tak często nie zdarza z tymi obco brzmiącymi.
...jak to możliwe, że gałąź stuka nam w okno, chociaż najbliższe drzewo rośnie dwadzieścia metrów dalej.
Jednak, gdy już odrzucimy uprzedzenia dotyczące imion, wyłania się w końcu coś, być może wartego większej uwagi. Jest to historia ludzi, którym los zrobił nie lada psikusa. Pomimo rodzin, życia, które posiadali, zostali skazani na potępieńcze życie w miejscu takim jak dworzec, z którego nie mogą uciec przez nic innego jak Ciemność, która przyznam, że została ciekawie (a może nawet prawdziwie?) przedstawiona. Jakub Ćwiek kolejny raz skazuje bohaterów na ciężkie życie oraz ból, którego jest tu niemało. Ukazuje ludzi i wszelkie możliwe wybory, które mogą podjąć w danych sytuacjach. Od kłamstw, by uchronić się przed śmiercią, po poświęcenie dla innego człowieka.

Stworzona przez Ciemność gra była już wcześniej niebezpieczna, ale co jeśli nagle wszystkie zasady się zmienią? To musicie zobaczyć sami. W końcu już sam tytuł sugeruje nam mroczną powieść, a czy wejdziecie, zdecydujcie sami. Jedno jest pewne. Jeśli nie przeszkadzają Wam aż tak polskie imiona (!!!) nie ma na co czekać.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN.