czwartek, 16 czerwca 2016

Piekielnie Twarda Sztuka. Ćwiczenia i Dieta dla Zuchwałych. - Christmas Abbott

Okładka książki Piekielnie Twarda Sztuka. Ćwiczenia i Dieta dla Zuchwałych.
Tytuł: Piekielnie Twarda Sztuka. Ćwiczenia i Dieta dla Zuchwałych
Tytuł oryginału: The Badass Body Diet
Autor: Christmas Abbott
Tłumaczenie: Jakub Małecki
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 18 maja 2016











Opis:
„Pewnego dnia poznałam żołnierza Marines, a on pokazał mi nagranie, na którym jakieś dziewczyny podciągały się na drążku, robiły przysiady i zarzucały sobie sztangi na barki. Były wspaniale zbudowane, wyrzeźbione i niebywale silne. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Chciałam mieć takie ciało jak one. Chciałam mieć taki tyłek jak one. Chciałam ćwiczyć tak jak one. To były zawodniczki CrossFit. Zapragnęłam być jedną z nich. I w końcu się nią stałam — a nawet kimś znacznie więcej”.

Bądź nieugięta!
Ręka do góry, kto z obecnych tutaj chociaż raz spojrzał w lustro i nie był zadowolony z tego, co widzi. Kto próbował wiele diet, lecz za każdym razem poddawał się po tygodniu (o ile nie szybciej)?Kto nie raz myślał o pójściu na siłownię, ale jedynie myślał, nic poza tym? Komu trudno pozbyć się złych nawyków, nawet jeśli uważa, że może sobie na nie pozwolić, bo nie należy do najgrubszych? Jeśli chociaż raz poczułaś, że jest tu mowa o Tobie, powinnaś poznać Christmas Abbott.
Jedyną porażką jest bierność.
O tym w jakim okresie roku Christmas przyszła na świat nie muszę chyba wspominać. Ale nie to jest najważniejsze. To kobieta, która w swoim życiu wiele przeszła, w pewnym okresie zmagała się nawet z problemem alkoholowym i co gorsza - narkotykowym również. Różne używki, uzależnienia towarzyszyły jej bardzo długo, aż w końcu nastąpił przełom. I w końcu, nie mówię, że bez ogromnego samozaparcia i trudu, udało jej się dokonać czegoś wielkiego. Z samego dna podniosła się nad innych, nawet nad własne początkowe oczekiwania. To daje nadzieję dla każdej z nas!
Jestem twardzielką
W swojej książce Christmas zawarła wiele informacji. Początkowo wydawało mi się to niemożliwe do przyswojenia, ale z odrobiną chęci wszystko jest możliwe. Zacznijmy od początku, w którym dowiadujemy się jak funkcjonuje nasz organizm, jak prawidłowo się odżywiać. I mówiąc o odżywianiu, mam na myśli wiedzę od podstaw, czyli znaczenie makro- i mikroskładników, działanie każdego z nich, prawidłowe proporcje, działanie poszczególnych warzyw, owoców, produktów. Nie mówiąc już o krótkim quizie, który ma na celu uświadomienie nam błędów, które popełniamy, oraz zobowiązania wobec samej siebie, które powinniśmy w trakcie lektury podpisać. W skrócie: same podstawy! Brzmi nieźle, co?
Spadaj, cellulicie... Witajcie, przyjemności!
W części drugiej nauczymy się planowania, dążenia do zmian. To tutaj zaczyna się coś, co mogłabym nazwać rozgałęzieniem w książce, gdyż stoimy przed wyborem konkretnego planu: Minimalistki, Reformatorki, Zdobywczyni oraz Sportsmenki, które w każdym momencie możemy przeplatać. W końcu elastyczność jest tu podstawą! Ja, gdy już wybrałam swój, nie skupiałam się na książce jako całości. Przykład? Ot chociażby czytanie tygodniowych jadłospisów, dotyczących wszystkich planów. Po co skupiać się na całości, gdy już mamy swój konkretny przydział? Z resztą zapoznam się, gdy stwierdzę, że to, co wybrałam jednak nie spełnia moich oczekiwań. Łatwe, prawda? ;)
Kształtowanie wymarzonego ciała jest jak budowa domu.
Przez całą książkę przeplatają się historie różnych kobiet, którym plan treningowy Christmas pomógł zmienić swoje życie. Były to przykłady potwierdzające poszczególne reguły, o których chwilę wcześniej pisała autorka. Dla osób zbyt leniwych, by tworzyć własne dania, też coś znajdziemy. Mnóstwo przepisów na obiady, przekąski, śniadania, koktajle, których jest niemal 50! A na końcu coś, na co zwróciłam uwagę jeszcze przed rozpoczęciem lektury. Ćwiczenia! Dokładnie opisane, z dodatkowymi zdjęciami, które ułatwia nam nauczenie się ich, wraz z tabelką informującą, gdzie konkretne ćwiczenie spala tłuszcz, jakie są najczęstsze pomyłki oraz wskazówki. A gdy już przetrwasz przez tą część, znajdziesz trening podzielony na trzy części - od poziomu początkującego do zaawansowanego. Każdy z nich trwa 3 tygodnie, chociaż podczas tego okresu ćwiczymy jedynie przez 9 dni. No i jakby to było niewystarczająco zachęcające, ćwiczenia nie zajmą dłużej niż 20 minut. Kto powiedział, że nie można? 
Żegnajcie obwisłe pośladki!
Jest to jedna z lepszych książek o tematyce sportowej, jakie czytałam. Mimo tego, iż okładka jest miękka, całe wydanie okazało się nadzwyczaj wytrzymałe, a strony są grube i sztywne. O działaniu nic na razie nie powiem, gdyż dieta jeszcze przede mną, ale Chistmas potrafi zmotywować i aż poczułam silnego kopa w tyłek! Każda kobieta powinna ją przeczytać, chociaż potrafi zmienić życie nie tylko płci pięknej! Swoich facetów również możecie przeciągnąć na tą zdrowszą stronę! No i zapomniałam wspomnieć, że nawet oszukiwanie od czasu do czasu jest dozwolone! 


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN.

sobota, 11 czerwca 2016

Zbrodnia hrabiego Neville'a - Amélie Nothomb

Okładka książki Zbrodnia hrabiego Neville'a

Tytuł: Zbrodnia hrabiego Neville'a
Tytuł oryginału: Le crime du comte Neville
Autor: Amélie Nothomb
Tłumaczenie: Małgorzata Kozłowska
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 28 kwietnia 2016












Opis:
Nastoletnia córka hrabiego Henri’ego Neville’a, crème de la crème arystokracji belgijskiej, o imieniu Sérieuse (Poważna), ucieka z domu. Hrabia odnajduje ją u wróżki. Ta oznajmia mu, że wkrótce, w czasie słynnego w całej okolicy garden-party Neville zabije jednego z zaproszonych gości. Ma to być ostatnie przyjęcie w posiadłości hrabiego, gdyż ten bankrutuje. Nasz bohater nie zastanawia się jednak czy w związku z przepowiednią, odwołać garden-party. Sprawdza jedynie, kogo z zaproszonych gości szczególnie nie lubi. Tych osób jest 25… W podjęciu decyzji ojcu pomoże córka, która słyszała przepowiednię.
Czy na mające nastąpić morderstwo będzie miała wpływ dramatyczna przeszłość Neville’a? A może rozwiązanie tajemnicy czai się w mrocznych murach posiadłości hrabiego lub w jego małżeństwie? Kto straci życie podczas krwawego garden-party?

Nawet sceptyk o najbardziej kartezjańskim umyśle wierzy w swój horoskop.
Amélie Nothomb jest belgijską pisarką, która swoje dzieła tworzy w języku francuskim. Do tej pory nie słyszałam o niej, a książkę, która zmusiła mnie do zwrócenia uwagi na jej postać, przeczytałam dość przypadkowo, nie zastanawiając się zbytnio co mnie czeka. I to był prawdopodobnie błąd, bo spodziewałam się czegoś zupełnie innego niż otrzymałam.
Być szlachcicem znaczy mieć mniej praw niż inni i o wiele więcej obowiązków.
Zacznijmy od samego wydania. Być może okładka nie należy do tych najgorszych, a sam opis potrafi zaciekawić. Jednak czy w 112 stronach może być zawarta porywająca historia? Już samo to wydawało mi się podejrzane, a nieliczne opisy, które można by było policzyć na palcach, dodatkowo utwierdziły mnie w przekonaniu, że tylko tracę swój czas. Całokształt nie raz nasuwał mi skojarzenia związane ze starożytnymi dramatami, których nie mogłam wyprzeć z głowy. 
(...) bezsenność to długotrwałe wspólne więzienie z najgorszym wrogiem, Przeklętą częścią naszego ja. Nie wszyscy ją w sobie mają. I dlatego nie wszyscy wiedzą, czym jest bezsenność.
Chociaż hrabia jest świadom nieuniknionej katastrofy, nie odwołuje przyjęcia. Zastanawia się jedynie kogo mógłby zamordować i jak dokonać tego, by zachować twarz. Wydaje się niemożliwe, prawda? Już na początku wróżka oznajmia, że wszystko się ułoży, będzie w porządku, ale kto by mógł zachować spokój znając taką a nie inną przyszłość? Zostawiając jednak dość specyficznego hrabiego, inni bohaterowie są nie mniej dziwaczni. Chociażby jego najmłodsza córka, która po 12 roku życia całkowicie się zmieniła. W pewnym momencie wątek ten mnie zaciekawił i oczekiwałam jakiegoś rozwinięcia, odpowiedzi, co się wydarzyło. Jak można się domyślić, nie dostałam jej, a moją głowę zaczęły zaprzątać coraz to nowe myśli. Nie wspominając już o lekko dostrzegalnym ale jednak związku kazirodczym między rodzeństwem. Czy pytanie siostry o rękę jest w dobrym smaku? A jeśli zada je osobnik tej samej płci? Absurd goni absurd. 
Cierpiący na bezsenność rozkoszują się snem bardziej niż inni: przynajmniej wiedzą, że śpią, kiedy śpią.
Nie mam zamiaru jednak mówić o książce jedynie negatywnie. Ważną rolę spełniają w niej dialogi. Nic dziwnego skoro opisów praktycznie wcale nie znajdziemy, jednak dzięki temu czyta się ją szybko, a historia momentami potrafi zaciekawić. Dialogi bywają zabawne, chociaż niekiedy pozbawione sensu i jakby wyrwane z kontekstu. Z prawidłowym podejściem, którego prawdopodobnie nie było u mnie podczas czytania, lektura mogłaby dostarczyć zabawy. Nie mówiąc już, że przyszli maturzyści mogliby znaleźć w tej pozycji nie jedno odwołanie.
Jedynym usprawiedliwieniem Boga jest to, że nie istnieje.
Było to moje pierwsze i prawdopodobnie ostatnie na obecną chwilę spotkanie z autorką. Nie jestem przekonana co do jej fenomenu, jednak zwolennikom groteski w każdym wydaniu, książka ta powinna przypaść do gustu.



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

środa, 1 czerwca 2016

Konkurs podróżniczy!


Witajcie! 
Nadszedł czerwiec, dzień dziecka, niektórzy z nas już mają wakacje, inni je dopiero zaczną. To główne powody powstawania tego postu! Bo każda wymówka jest dobra, by zrobić konkurs, a tym razem będzie on również tematyczny, gdyż do wygrania jest książka Busem przez Świat, a jak wiadomo: wakacje są idealnym czasem, by podróżować, a ta powieść jest jedną wielką wyprawą...
Ale żeby nie przedłużać.. Czas zacząć! 





Chyba każdy ma w swoich planach zwiedzenie miejsca marzeń. Ja również takie mam, chociaż jest ich zbyt wiele, by od razu wybrać te najlepsze. Dzisiaj chciałabym poznać Wasze. Może to być miejscowość położona w dowolnie wybranym kraju, ale także konkretny park, jezioro, hotel czy pensjonat. Nie ograniczajcie się! Jakie miejsce polecilibyście mi jako punkt docelowy wakacyjnej wycieczki? Mile widziane kilka słów wyjaśnienia, ale nie jest to konieczne ;)

Regulamin:

1. Organizatorką konkursu, jestem ja - autorka bloga Czyta książki, pewnie kujon.
2. Konkurs trwa od dzisiaj (1 czerwca 2016 roku) do 1 lipca 2016 roku do godziny 23:59.
3. Fundatorem nagrody (egzemplarza książki "Busem przez Świat") jestem ja.
4. Zwycięzca zostanie wybrany przeze mnie za najciekawszą odpowiedź.
5. Aby wziąć udział w konkursie należy:
-zgłosić się w komentarzu
-odpowiedzieć na pytanie konkursowe
-podać adres e-mail
-zaobserwować publicznie mojego bloga
-wstawić podlinkowany baner w widoczne miejsce na swoim blogu/udostępnić na fb (baner po prawej stronie, na pasku bocznym)
6. By konkurs się odbył, musi się zgłosić przynajmniej 35 osób
7. Organizatorka zastrzega sobie prawo do zmiany regulaminu.
8. Zwycięzca zostanie wyłoniony do 14 dni po zakończeniu konkursu, jednak w wyniku poślizgu, może się ten czas wydłużyć.
9. Nie wysyłam nagród za granicę, ani nie odpowiadam za zgubienie przesyłki przez Pocztę Polską.

Szablon zgłoszeniowy:
Zgłaszam się/Umrę, jak nie dostanę! etc.
Odpowiedź:
E-mail:
Obserwuję jako:
Baner:

Wyniki konkursu z jutrem pojawią się wraz z Busem przez Świat, gdyż na razie jestem zabiegana i nie mam nawet czasu by czytać książki! Wyjaśnię wszystko niedługo w osobnym poście. ;)

czwartek, 26 maja 2016

Królowie Dary - Ken Liu

Okładka książki Królowie Dary

Tytuł: Królowie Dary
Tytuł oryginału: The Grace of Kings
Cykl: Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu. Tom 1.
Autor: Ken Liu
Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 27 kwietnia 2016











Opis:
Definicja sprawiedliwości zmienia się w trakcie trwania rewolucji!
Długo wyczekiwana seria Kena Liu nareszcie w Polsce!
Oto misterna, wielowątkowa i wielopoziomowa opowieść przepełniona duchem Orientu, którą pokochał cały fantastyczny świat. Porywająca historia o walce z tyranią, mechanizmach politycznych, braterstwie i rywalizacji zdolnej obrócić wniwecz wszystko, co cenne.
Cwany i czarujący hulaka Kuni Garu oraz stanowczy i nieustraszony Mata Zyndu zdają się zupełnymi przeciwieństwami. Mimo to, gdy niezależnie od siebie występują przeciwko cesarzowi, szybko zawiązuje się między nimi przyjaźń. Łączy ich upór w dążeniu do celu i walka ze wspólnym wrogiem. Po obaleniu władzy ich drogi rozchodzą się w dramatycznych okolicznościach. Dzielą ich wizje co do kierunku, w którym powinien zmierzać świat, oraz… pojęcie sprawiedliwości.
„Królowie Dary”, pierwsza część cyklu „Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu” autorstwa uhonorowanego prestiżowymi nagrodami Kena Liu, to lektura obowiązkowa dla wielbicieli fantastyki z najwyższej półki.


Czymże jest przeznaczenie, jeśli nie przypadkami widzianymi w retrospekcji?
Rzadko kiedy wspominam w recenzji o wydaniu książki, całej jej otoczce, zewnętrznym wyglądzie, gdyż większość powieści nie powala pod tym względem i nie wybija się ponad inne. I właśnie dlatego tym razem zacznę właśnie od tego, bo właśnie pierwszym plusem, który da się zauważyć jest właśnie twarda okładka, co samo w sobie jest już lekkim zaskoczeniem i odskocznią od tych o wiele bardziej popularnych - miękkich. W momencie, gdy ujrzałam to wykonanie od razu pomyślałam o znanej prawdopodobnie każdemu wielbicielowi fantastyki (i nie tylko) Sadze Lodu i Ognia. Dodatkowo miłym (i jakże pomocnym) gestem autora okazały się wymagające poświęcenia dodatkowego czasu dodatki w postaci Map, glosariusza objaśniającego nieznane czytelnikowi pojęcia oraz listy bohaterów z podziałem na poszczególne grupy, kategorie. Nie raz musiałam do nich powracać podczas czytania, by przypomnieć sobie kto jest kim, gdzie dokładnie odgrywają się dane wydarzenia, co znaczy dane wyrażenie.
W głowie Dafiro zrodziła się dziwna myśl: że nie tyle patrzy na króla, co na aktora grającego rolę króla w przedstawieniu. (...) Był to paw, a właściwie kogut udający pawia.
Przed lekturą, jeszcze zanim dotarła do mnie przesyłka z książką, nieco o niej poczytałam na stronie wydawnictwa i gdy tylko zobaczyłam słowa takie jak wielowątkowa czy wielopoziomowa, nie mogłam przestać myśleć o tej powieści. Bałam się, że okaże się typową młodzieżówką z jednym głównym wątkiem, oczywiście trójkątem miłosnym, bo jego nie sposób ominąć i pierwszoosobową narracją, najlepiej nastolatki w okresie dojrzewania. Całe szczęście szybko mogłam odetchnąć, by stwierdzić, że porównanie sag Kena Liu i Martina okazało się całkiem trafne, a mnie czeka ciekawa podróż przepełniona duchem Orientu. 
Żadna ryba nie może żyć w idealnie czystej wodzie.
Jak się okazało bohaterowie przedstawieni zostali jako postacie pełnokrwiste, popełniające błędy i przechodzące przez wewnętrzne przemiany. Nie chodzi tu przede wszystkim o głównych bohaterów, gdyż podczas lektury ma się wrażenie, jakby rola każdego z osobna miała takie samo, równie ważne znaczenie dla przebiegu wydarzeń. Nie da się ukryć, że to właśnie Kuni (Mlecz) oraz Mata (Chryzantema) są dowódcami, jednak ich niesamowicie dopracowani towarzysze również mają swoją rolę i na pewno nie są odstawieni na bok, jak to czasami (a raczej prawie zawsze) się zdarza w powieściach. Początkowo myślałam, że to właśnie nieustraszony, ponad przeciętnie wysoki Mata zostanie moim faworytem, jednak Kuni - typ łobuza, który okazuje się niezwykle serdecznym człowiekiem już na starcie zgarnął niemal całkowicie moją sympatię, a ukazany wątek z braćmi Miro, którzy podobnie jak dowódcy okazują się swoimi przeciwieństwami i zostają rozdzieleni, by walczyć u boku swoich liderów, okazał się jednym z najuważniej śledzonych przeze mnie tematów.
Bogowie mogą uczynić kogoś zwyczajnym albo pięknym, przysadzistym albo szczupłym, jednak od nas zależy, jaką obierzemy drogę dzięki darom, z którymi się urodziliśmy.
Ta powieść nie jest typowym przedstawicielem gatunku fantasy, w którym paranormalne stwory odgrywają pierwsze skrzypce. Mamy tu przede wszystkim Bogów, patronów każdego państwa, którzy nie uczestniczą w wydarzeniach osobiście, jednak za pomocą różnych małych gestów, czynów biorą w nich udział, nadają bieg wydarzeniom, kierują ludźmi z każdego zakątka królestwa. Wydarzenia rozgrywają się na wielu płaszczyznach, a mnogość wątków momentami potrafi czytelnika przytłoczyć i warto przed rozpoczęciem lektury uzbroić się w cierpliwość, gdyż złe podejście może sprawić, że książka wyląduje na półce, gdzie już pozostanie. A szkoda by było porzucić coś tak dobrego! I nie powinniśmy patrzeć na tą książkę przez pryzmat serii, bo co jeśli drugi tom.. Brak otwartego zakończenia nie zmusza do sięgnięcia po pozostałe części i to indywidualna decyzja każdego z nas, czy da się porwać całej przygodzie, czy tylko jej skończonemu fragmentowi.



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN.

poniedziałek, 16 maja 2016

[PRZEDPREMIEROWO] 100 miejsc we Francji, które każda kobieta powinna odwiedzić - Marcia DeSanctis


Tytuł: 100 miejsc we Francji, które każda kobieta powinna odwiedzić
Tytuł oryginału: 100 Places in France Every Woman Should Go
Autor: Marcia DeSanctis
Tłumaczenie: Katarzyna Makaruk
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 16 czerwca 2016











Opis:
Od ekskluzywnych butików po pchle targi, flagowych zabytków z topu listy UNESCO po ukryte, nielicznym tylko znane muzea, kameralnych koncertów w starych paryskich kościołach po gwarne świąteczne jarmarki w Alzacji, talasoterapii w Saint-Malo po kursy gotowania w Lyonie, samotnych spacerów wzdłuż klifów Étretat po wycieczki rowerowe wokół zamków nad Loarą...
Pośród setek przewodników o Francji ten jest absolutnie wyjątkowy. Z myślą o kobietach przygotowała go zakochana we Francji, zapalona globtroterka Marcia DeSanctis. To 100 oryginalnych pomysłów na zwiedzanie, zakupy, edukację i relaks. Zapierający dech w piersiach rajd po miejscach pamięci, winnicach, najpiękniejszych ogrodach, lawendowych polach, kawiarniach i restauracjach, dużych miastach i najdalszych zakątkach. Francja jest taka piękna, a każda pora roku oferuje coraz to nowe atrakcje. 365 dni w roku to za mało, by odkryć wszystkie jej powaby i uroki, ale już jeden dzień wystarczy, by stracić dla niej głowę.Bon voyage!



Każda kobieta marzy o tym, by chociaż raz zobaczyć jedno z najsławniejszych miast miłości. Ja nie jestem wyjątkiem i chociaż Paryż nie widnieje na szczycie listy moich priorytetów, z pewnością znajduje się na tyle wysoko, bym jako tako zainteresowała się miejscami, które ewentualnie mogłabym tam zobaczyć. I właśnie tutaj z pomocą przyszła mi książka Marcii DeSanctis, w której opisuje najciekawsze opcje, zadowalające swoją różnorodnością nawet najbardziej wymagających podróżników.

Już podczas recenzowania książki Busem przez Świat, dało się zauważyć moją ogromną miłość do podróży. Nie ukrywam, że nic nie sprawia mi takiej przyjemności jak zwiedzanie nowych miejsc, możliwość zrobienia sobie miliona zdjęć z pięknym widokiem w tle, kosztowania nowych potraw a także poznawanie ludzi i wiele, wiele innych korzyści płynących z tzw. życia na walizkach. Dopiero niedawno polubiłam książki podróżnicze, wszelkie turystyczne broszury, które okazują się niezwykle pomocne podczas tych małych oraz wielkich wypraw. Tym razem przyszła kolej na Francję, a co najbardziej mnie zachwyciło dowiecie się już za chwilę.

Nie jestem fanką muzeów, lecz Luwr jest pozycją obowiązkową dla turystów. Ale o ile myśl o nim nie sprawia, że mogłabym w ciągu kilku sekund porzucić wszystko, zabukować bilet i wyruszyć do Francji, tak wszystkie ogrody, pełne zieleni miejsca na świeżym powietrzu, już mogłyby być do tego zdolne. Przykładem takiego miejsca jest Parc de Chantilly, czy Park Bagatelle, w którym znaleźć można nie tylko kwiaty, ale również groty, wodospady i stawy. Miejsce idealne na odpoczynek w cieniu drzew z książką w ręku! No i oczywiście Korsyka - wyspa idealna dla każdej miłośniczki nie tylko plaż, ale również gór! 

Ta książka nie tylko skupia się na miejscach wartych odwiedzenia, odzwierciedleniu ich piękna, ale również historii każdego z nich oraz ciekawostkach. Znajdziecie tu pomysły dotyczące nie tylko zwiedzania, na którym się skupiłam, a także inspiracje na odpoczynek, zakupy, czy naukę. Z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie! Jedynym minusem książki jest brak zdjęć, które dodatkowo wzbudzałyby nasze zainteresowanie i pomagały w indywidualnym wyborze miejsc wartych odwiedzenia.



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

sobota, 14 maja 2016

Jak Być Glam - Fleur De Force


Tytuł: Jak Być Glam
Tytuł oryginału: The Glam Guide
Autor: Fleur De Force
Tłumaczenie: Katarzyna Makaruk
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 18 lutego 2016











Opis:
Fleur de Force, topowa youtuberka w dziedzinie beauty & fashion na świecie, dwukrotna laureatka Best Vlogger Award przyznawanej przez magazyn „Cosmopolitan” – jej kanały subskrybuje prawie 2 miliony użytkowników, tyleż samo odsłon miał film z jej ślubu zamieszczony na You Tube – prezentuje autorski zestaw porad oraz wskazówek, jak wyglądać olśniewająco i czuć się wspaniale. To coś więcej niż techniczny poradnik wizażu. To książka o zdrowym i harmonijnym stylu życia dającym poczucie szczęścia i satysfakcji, obejmująca takie zagadnienia jak makijaż, moda, włosy, podróże, zdrowie i fitness, wyobrażenia na temat własnego ciała oraz związki.
Fleur de Force podpowie ci, jak poczuć się dobrze we własnej skórze i cieszyć się sobą samą. Kto wie, może nawet pójdziesz w jej ślady i zainspirujesz się radami, jak założyć i poprowadzić własny vlog. Wszystko przed tobą!

Prawdopodobnie w tych czasach nie ma dziewczyny, która nie zwracałaby uwagi na swój wygląd. Oczywiście ekstremalne przypadki się nie liczą, ale są to wyjątki, bo w końcu każda z nas w pewnym stopniu podąża za modą, pragnie przyciągać wzrok mężczyzn (i nie tylko), a przede wszystkim czuć się dobrze we własnej skórze. I jak to kobiety nie lubimy, by narzucano nam konkretny styl, zachowania. Właśnie dlatego czytanie większości poradników ze sztywnymi zasadami nie pzzynosi rezultatów. I tutaj przychodzi nam z pomocą Fleur De Force..

O youtuberce tej prawdopodobnie wcześniej nie słyszałam. Powód jest oczywisty.. Praktycznie nigdy nie podążałam ślepo za innymi, a youtube wykorzystywałam jedynie do słuchania muzyki. I chociaż każda drogeria jest dla mnie jak ziemia obiecana, gdzie potrafię na raz wydać wszystkie oszczędności i jeszcze po tym przechadzać się kilka godzin między półkami, to nadal nie mogę powiedzieć, bym umiała wykonać perfekcyjny makijaż, a przy próba narysowania idealnej kreski trwa wieki. Jednak skusiłam się na przeczytanie tej książki, bo w końcu musi być ten pierwszy raz, prawda?

Na samym wstępie autorka objaśnia nam, co to znaczy być glam, a także wprowadza nas w swój świat, a także zaznacza, że nie jest to zbiór zasad, a jedynie wskazówki i rady, które mogą pomóc każdej dziewczynie, ale to, z ilu skorzysta, zależy wyłącznie od niej.

Treść dzieli się na kilka rozdziałów, poświęconych danej dziedzinie. W pierwszym, całkowicie skupiającym się na urodzie znajdziemy wskazówki dotyczące makijażu, doboru cieni do danego koloru oczu, zastosowania pędzelków, czy wyborze odpowiedniego korektora lub podkładu. Następne w kolejce są włosy i wszystko co z nimi związane, a także moda i kwestia stylu, ubrań, dodatków. Rozdział o podróżach był jednak moim ulubionym, z powodu wyjazdu do Stanów, który planuję od dwóch lat. Może nie jest on szczególnie długi, jednak okazał się pomocny, ze względu na wskazówki dotyczące pakowania, czy chociażby dbania o urodę podczas lotu. Część poświęcona zdrowiu i sprawności może dać nam niezłego kopa, a zaraz po nim autorka zapewni każdej z nas motywację, czyli rozdział o pozytywnym myśleniu, randkach i nie tylko. A jeśli chcesz tak jak Fleur zostać youtuberką, powinnaś zajrzeć na koniec, gdzie czeka mały dodatek o blogowaniu.

Co było ogromnym plusem książki to mnóstwo przepisów na posiłki, koktajle, soki, maseczki do włosów oraz twarzy; ciekawostek (bo kto by się spodziewał, że wsuwki należy aplikować karbowaną stroną do dołu), a także rozwiązania dotyczące braku czasu takie jak szybki makijaż, czy tutoriale łatwych, a zarazem stylowych fryzur. To wszystko składa się w niesamowitą całość, którą mogę polecić każdej dziewczynie. Mój egzemplarz próbny był czarno-biały, a nie odebrało mi to przyjemności czytania, a co dopiero, gdyby na każdej stronie móc podziwiać barwne ilustracje..


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

niedziela, 8 maja 2016

Grimm City. Wilk! - Jakub Ćwiek

Okładka książki Grimm City. Wilk!
Tytuł: Grimm City. Wilk!
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 13 kwietnia 2016














Opis:
Miasto Grimm – ponura, spowita obłokami tłustej czerni metropolia to miejsce, gdzie o sprawiedliwość równie trudno, co o bezchmurne niebo. Zbudowane na ciele olbrzyma, napędzane jego smolistą krwią i odłamkami węglowego serca trwało w dawno ustalonym porządku. Do teraz. Na przestępczą scenę wkracza właśnie bezkompromisowo Nowy Gracz, a oficer policji Wolf zostaje brutalnie zamordowany we własnym domu. Czy te fakty się łączą? I czy czerwony płaszcz z kapturem zaobserwowany u głównej podejrzanej w sprawie zabójstwa czyni ze sprawy zbrodnię na tle religijnym?


Bajanizm, ale i niemal wszystkie religie przed nim i wiele odłamów po nim, uczyły, że żyjemy w jednej wielkiej opowieści, jednak składającej się z setek tysięcy małych. (...)
Grimm City to niebezpieczne miasto, w którym nikt z nas nie chciałby żyć. Pełno tutaj gangsterów, skorumpowanych polityków, a o dniu bez przestępstwa można jedynie pomarzyć. Jednak jakby do tej pory było mało, w mieście zaczynają ginąć taksówkarze, i nie wygląda na to, by policja wzięła sobie owe morderstwa do serca. W takiej właśnie metropolii żyje pewien muzyk o imieniu Alfie Moore oraz jego współlokator, a zarazem taksówkarz - Mikrus. Podczas, gdy ten drugi prosi kolegę o zastępstwo w prasy, Alfie nie podejrzewa, że ten jeden dzień tak odmieni jego życie, a on po powrocie do domu znajdzie ciało przyjaciela, po czym sam stanie się celem. Jaką rolę w tym wszystkim ma kobieta w czerwonym kapturku, którą podwiózł tego feralnego dnia w, jak się później okazało, miejsce brutalnej zbrodni?

(...) Każda opowieść zaś ma jedno nadrzędne prawo - niezależnie od poziomu skomplikowania ma jeden finał, gdzie wszystko splata się w całość.

A co jeśli nie...?
Już sama okładka przyciąga wzrok czytelnika. Utrzymanie jej w ciemnych barwach powoduje, że jaśniejszy skrawek z tajemniczą kobietą oraz cień wilka tuż za nią, niesamowicie oddziałują na wyobraźnię. A co dopiero, gdy dołożymy do tego tytuł oraz słowa tuż pod nim... Bo w końcu kto nie słyszał o dwóch braciach, których baśnie są sławne na całym świecie? I nawiązując do tych słów, autor trafił w samo sedno, a ja podczas czytania nie raz przyłapałam się na szukaniu powiązań ze znanymi mi bajkami. W sumie nic dziwnego, jeśli przyjrzeć się wcześniejszym dziełom Ćwieka, w których elementy zaczerpnięte z innych tekstów kultury jest widoczne gołym okiem (chociażby Chłopcy jako kontynuacja losów podopiecznych Piotrusia Pana.)

Następne zdanie, które usłyszał, było mocne i bolesne niczym siarczysty policzek wymierzony z zaskoczenia.

-Zabili go komisarzu.
Nie sięgam po gatunki takie jak kryminały. Rzadko kiedy potrafię się wczuć i kończy się to przerzuceniem paru stron i odłożeniem książki na półkę. Tym razem zaryzykowałam głównie ze względu na nazwisko autora, którego wszystkie książki obiecałam sobie przeczytać (chociaż okładka miała również sporo wspólnego z moją decyzją) i przyznam, że już nie raz powieści Jakuba Ćwieka sprawiły, że zdołałam przeczytać coś zupełnie odmiennego od mojego gustu literackiego. Tym razem się znowu nie zawiodłam!
Ojciec Perro mówił, że epizodyści wierzą, że każdy pisze własną książkę złożoną z szeregu zamkniętych historii.Ale przecież jednocześnie występuje gościnnie w opowieściach innych.
Jednak co sprawiło, że tą książkę czytało mi się lepiej od podobnych jej? A takie niuanse jak wprowadzenie poprawek co do wiary, w której Baśnie sprawują rolę Biblii, czy sama historia miasta. Być może początkowo nie do końca wiemy o co w tym wszystkim chodzi, ale z czasem całość tworzy niesamowity klimat, który działa jak magnez na nasze umysły. A postacie, chociaż wydawać by się mogło, że czasami są mdławe, zyskały moją sympatię. Nawet taka prostytutka Sue, która przecież nie zyskała wielkiej roli w całej powieści, ale jej dystans do samej siebie sprawił, że po raz pierwszy od początku lektury się uśmiechnęłam.
Gdy zabijesz zabójcę, rachunek zabójców dla świata będzie ten sam
Podsumowując, szczerze polecam zapoznanie się z twórczością autora. Nie jest to typowy kryminał, gdyż nic nie może być zwyczajne, gdy wychodzi spod pióra Jakuba Ćwieka. Z każdą kolejną powieścią, jestem coraz bardziej zachwycona jego talentem i chociaż tym razem rzadziej występuje charakterystyczny humor, fani powieści tego Pana z pewnością nie będą zawiedzeni!



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Sukces fizyczny? A nawet nie zdaję jej na maturze..


Dzień dobry!
Ostatnio rzadziej tutaj bywam, ale jest to spowodowane tym, że już w ten piątek kończę szkołę, a w maju czekają mnie matury. Dodatkowo od jakiegoś czasu przygotowywałam się do konkursu fizycznego, który organizował wydział Elektrotechniki, Elektroniki, Informatyki i Automatyki Politechniki Łódzkiej. I właśnie o tym chciałabym dzisiaj napisać.



Konkurs ten znany jest pod nazwą First Step to Nobel Prize i składa się z pięciu sesji internetowych oraz finału w Politechnice Łódzkiej. Od drugiej tury można zgłaszać się również drużynowo, na co my się zdecydowaliśmy, ponieważ pierwsza sesja nas ominęła z powodu wycieczki. Jest to już wielki cios, biorąc pod uwagę fakt, że punkty finałowe są jedynie doliczane do poprzednich sesji. No ale wzięliśmy udział i nie ma co rozpaczać nad rozlanym mlekiem..


Moja drużyna składała się z 6 osób, jednak nasze rozwiązywanie zadań internetowych nie było idealnie zgrane. Podzieliliśmy się na dwie podgrupy i każdy robił wszystko po swojemu. Trochę głupota, bo nie ma to jak współpraca... W sumie nie będę się rozwodziła nad całym przebiegiem, ale w końcu dostaliśmy się do finałów. Swoją drogą druga grupa ze szkoły również. My mieliśmy 9 miejsce, oni okazali się lepsi, ale w końcu informatycy.. 


Nie mieliśmy dużego pola do popisu, finały to właściwie gra tylko po to, by obronić swoje miejsce. Rzadko bywa, by ktoś w ostatniej turze zmienił swoje położenie. No i znowu nam się udało. Z dziewiątki podskoczyliśmy na szóstkę (nawet pokonaliśmy informatyków), a teraz myślę, że może gdyby nie ta pierwsza tura i przy odrobinie współpracy, moglibyśmy wspiąć się jeszcze wyżej. Ja już się nie przekonam, ale prawdopodobnie nie raz jeszcze wspomnę nasz sukces.

Piszę to wszystko by pokazać, że nawet jeśli coś się nie udaje, zaczynasz od zera, gdy wszyscy inni są już przed Tobą, warto walczyć, bo może akurat się uda. Warto próbować, gdyż może dzisiaj los się uśmiechnie do Ciebie. ;)

Do następnego! Mam nadzieję, że nie zanudziłam ;)

piątek, 22 kwietnia 2016

Całując grzech - Keri Arthur




Tytuł: Całując grzech
Tytuł oryginału: Kissing Sin
Cykl: Zew Nocy. Tom 2.
Autor: Keri Arthur
Tłumaczenie: Kinga Składanowska
Wydawnictwo: Erica
Data wydania: 14 czerwca 2011











Opis:
Kiedy Riley budzi się naga i cała we krwi w nieznanym miejscu, jedyne co wie, to że musi uciekać. Nie pamięta ostatniego tygodnia, nie ma pojęcia gdzie jest i co się z nią działo, ani najważniejsze…kto jej to zrobił. Aby przeżyć uwalnia przetrzymywanego w laboratorium Kade’a - który, o zgrozo!, jest jednym z najseksowniejszych zmiennokształtnym jakiego widziała.
Po raz drugi, wbrew sobie, zostaje wplątana w niebezpieczne śledztwo Departamentu Innych Ras, ponieważ w jej żyłach płynie sekret, dzięki któremu Riley jest wyjątkowo cenna …Otoczona przez zaborczych i zazdrosnych kochanków z których każdy ma wobec niej jakieś zamiary, nie w każdym jednak przypadku miłosne oraz wrogów, których ciężko odróżnić od przyjaciół, Riley wie, że nie uniknie kłopotów.
Gdyby tylko mogła przetrwać swoje własne, niebezpieczne pragnienia…
"Całując grzech" jest drugą z dziewięciu książek o Riley Jenson z bestsellerowego cyklu ZEW NOCY.


Piękno to kwestia gustu. Nie zawsze widać je na pierwszy rzut oka.
Riley po pełni budzi się z zanikiem pamięci oraz trupem u boku. Czuje, że grozi jej tu niebezpieczeństwo, więc postanawia uciekać. Zabija przy tym dwie nieznane jej wcześniej bestie. Niestety nie wszystko idzie po jej myśli, gdyż w pewnym momencie włącza się alarm sugerujący, że albo ktoś znalazł martwego mężczyznę lub bestie, albo zorientował się, że nie ma jej w miejscu, z którego najwidoczniej uciekła. Ukrywa się w stajni, gdzie odkrywa uwięzionych zmiennokształtnych. Jednym z nich jest Kade - mężczyzna, z pomocą którego ucieka. Chcąc, nie chcąc znowu zostaje wplątana w śledztwo Departamentu. Jakby tego było mało Quinn - wampir, którego poznała szukając brata -po tym jak dał jej kosza, postanawia zaryzykować i się z nią związać. Jednak nie ma ona zamiaru rezygnować z pozostałych mężczyzn i swoich przyzwyczajeń.
Myśl o Quinnie jak o kawałku czekolady. Sycącym i intensywnym w smaku, ale w twoim przypadku całkowicie uzależniającym. I tak samo jak w przypadku czekolady najlepiej zrobisz, jeśli powstrzymasz się od jej jedzenia, ponieważ nie jest dla ciebie dobra.
Quinn, Kade, nowo poznany wilczy Alfa.. Mam wrażenie, że połowa bohaterów wciela się w rolę kochanków Riley. Mimo tego, że pełnia już minęła, co było powodem jej wyuzdania, ona nie rezygnuje z seksu jako podstawowej formy rozrywki. W tej części jednak albo jest go mniej, albo zdążyłam się już przyzwyczaić do tego stopnia, że nie przeszkadza mi to w dalszym czytaniu i poznawaniu losów poszczególnych postaci. Riley twardo trzyma się swojego zdania o otwartych związkach, a jej jedynym argumentem jest czekające gdzieś na nią przeznaczenie w postaci drugiej połówki oraz chęć posiadania dziecka, którego przez rozwijające się wampirze geny może zostać pozbawiona.
Ja i powodzenie znamy się tylko z widzenia.
Podobnie jak Wschodzący Księżyc, tą książkę czyta się szybko, akcja się nie wlecze, a wydarzenia przedstawione są jasno, potrafią wzbudzić zainteresowanie. Co prawda mogłoby być mniej scen erotycznych, jednak motyw z klonowaniem, łączeniem gatunków w odniesieniu do magicznych stworzeń, jakim jest między innymi Riley, zasługuje na pochwałę. To właśnie te eksperymenty są przyczyną powstawania najdziwniejszych stworzeń, które mamy okazję poznać jedynie w tej książce. 
Może powinnam sobie dać spokój z facetami i zadowolić się kawą.W końcu dawała dużo przyjemności bez dodatkowych kłopotów.
Druga część Zewu Nocy jest zdecydowanie lepsza od poprzedniczki. Nie wiem czy jest to zasługa mniejszej ilości seksu czy coraz lepszego wprowadzenia do fabuły oraz rosnącego napięcia i licznych tajemnic. W każdym razie przy tej książce nie da się nudzić. Już autorka się o to postarała.
Gdyby Jack mnie teraz słyszał, to chyba umarłby ze śmiechu. Robienie tego, co ktoś mi kazał, nigdy nie było moim priorytetem.
Nadal, ze względu na sceny erotyczne, książkę polecam głównie osobom starszym, albo jak kto woli - przynajmniej przeciętnie dojrzałym. 

środa, 13 kwietnia 2016

Przedłużony konkurs!

Ostatnio był u mnie na blogu konkurs, w którym do wygrania była książka Jutro. Zgłosiło się do niego niewiele osób, dlatego, jak zastrzegłam już w regulaminie, postanowiłam przedłużyć czas trwania o kolejny miesiąc (do 13 maja)

Konkurs!

Chętnych do udziału zapraszam tutaj.

sobota, 9 kwietnia 2016

Na Wielkim Ekranie: Nie z Tego Świata. Sezon 1.

Tytuł: Nie z Tego Świata / Supernatural
Twórcy: Eric Kripke
Liczba odcinków: 22
Czas trwania odcinka: 40-45 min.



Moment, gdy nieznana siła nawiedza dom Winchesterów, całkowicie zmienia ich przeznaczenie. Z rodziny pełnej marzeń o spokojnej przyszłości, zmieniają się w pogromców zła. Oto pożar, który za sprawą potężnego demona, pochłonął matkę Deana i Sama, sprawił, że w ich ojcu zapłonęła chęć zemsty. Przez długie lata walczy ze złem, szkoląc przy tym swoich synów, z nadzieją, że uda mu się w końcu odnaleźć zabójcę żony.


Dwadzieścia dwa lata po śmierci matki, Sama, który postanowił zakończyć życie łowcy i wieść życie z dala od paranormalnych stworzeń i zjawisk, odwiedza starszy brat, z wieściami o zaginięciu ojca. Postanawia pomóc mu w odszukaniu go, jednak ma ograniczony czas, gdyż spodziewa się rozmowy kwalifikacyjnej. Po tym czasie wraca do domu, gdzie kilka minut po przekroczeniu progu, jego dziewczyna ginie w identyczny sposób jak matka. To wydarzenie sprawia, że decyduje się dołączyć do brata w dalszych próbach znalezienia Johna Winchestera.



Sam i Dean są właściwie jedynymi głównymi bohaterami. To serial, który pod tym względem mogłabym porównać z CSI lub innymi tego typu produkcjami, gdzie każdy kojarzy policjantów, a reszta zmienia się z odcinka na odcinek. Są co prawda postacie, które występują kilka razy, jednak to dwaj bracia (i w mniejszym stopniu ich ojciec) grają tutaj pierwsze skrzypce. A co idzie za zmianą bohaterów drugoplanowych, historie również się zmieniają. Chociaż cały sezon dotyczy poszukiwań ojca i demona, który zabił ich matkę, to każdy odcinek zawiera historie różnych postaci, a bracia stoją przed różnorakimi bytami ciemności. Na ich drodze staną duchy, wampiry, cienie, strzygi i wiele, wiele innych potworów.


Starszy brat jest synem, który bez względu na wszystko stoi u boku ojca. W momencie, gdy sam wyjeżdża, to on z nim zostaje i wypełnia wszystkie rozkazy. Jego charakter, specyficzne poczucie humoru i potyczki słowne z Samem, nie raz wywołują uśmiech na twarzy widza i chociaż to typowy macho, podrywający wszystko co się rusza, ponad wszystko stawia bezpieczeństwo swojej rodziny. Z kolei Sam to typ człowieka, który zamiast działać pod wpływem impulsu, woli posłużyć się inteligencją. Mógłby wypaść blado przy Deanie, jednak tajemnicze wizje, których zaczyna doświadczać sprawiają, że śledzimy każdy jego krok z nadzieją na coraz więcej. Ich gra aktorska wraz z pomysłem na fabułę to z pewnością największe plusy serialu.


Efekty specjalne wypadły bardzo dobrze, jednak nie rewelacyjnie. Do charakterystyki mrocznych postaci, ich oczu, strojów, całokształtu nie mogę się przyczepić. Podobnie jeśli chodzi o muzykę, idealnie pasującą do poszczególnych momentów. Niestety, co rzuciło mi się w oczy, to sam ogień, który kilka razy występuje i prawdopodobnie za każdym wygląda dość sztucznie. Jest to jedyny minus, który mam nadzieję, nieco poprawi się w następnych sezonach. Jednak biorąc pod uwagę wiek serialu, który został kręcony naście lat temu, nie powinno to aż tak przeszkadzać.


Wątpię, by w tych czasach istniał serial, który jest w stanie przestraszyć widza, ale jeśli miałabym jakiś wybrać, mógłby to być właśnie ten. A nawet jeśli nie jest typowym horrorem, to z pewnością przynajmniej zapewni dreszczyk. Jest to z pewnością przemyślana produkcja, godna poświęcenia uwagi. A jeśli ktoś jest sceptycznie nastawiony ze względu na dużą ilość sezonów, zapewniam, że odcinki ogląda się z zapartym tchem i nawet nie obejrzałam się, gdy skończyłam pierwszy sezon. 

środa, 30 marca 2016

Na wielkim Ekranie: Kroniki Shannary. Sezon 1.

Tytuł: Kroniki Shannary / The Shannara Chronicles
Twórcy: Alfred Gough, Miles Millar
Liczba odcinków: 10
Czas trwania odcinka: około 42 min.


Na szczątkach Ziemi rządzonej przez ludzi, powstaje nowy świat. Świat elfów, gnomów i wielu przeróżnych stworzeń. Właśnie w takim uniwersum poznajemy Amberle - młodą elficką księżniczkę, która wbrew wszelkim regułom decyduje się wziąć udział w wyścigu, który zdecyduje kto zostanie jednym z Wybranych - elfów strzegących świętego drzewa Ellcrys. Jest to swojego rodzaju brama strzegąca przejścia między światem naszych bohaterów, a Zakazem, czyli miejscem, w którym po wojnie elfów zostały uwięzione wszystkie demony. Jednak historia świętego drzewa traktowana jest jak mit. Mało kto bowiem wierzy w jego niezwykłość i rolę. 


Po udanej próbie, w momencie, gdy Amberle dotyka Ellcrys, doświadcza wizji przyszłości, w której widzi koniec świata. Jest ona na tyle niebezpieczna, że księżniczka ucieka. Jednak już rozpoczął się ciąg wydarzeń, którego nie można cofnąć. Nadchodzące zło budzi druida, którego zadaniem będzie przygotowanie wszystkich ras do nieuniknionej walki. Oto Ellcrys zaczyna umierać, a każdy spadający na ziemię liść oznacza jednego demona na wolności. Teraz przyszłość świata leży w rękach wybranych przez los osób, których ścieżki się wkrótce złączą. Jednak czy podołają misji i uchronią świat przed zagładą? A może przewaga znajduje się po stronie demonów?


Amberle okazuje się jedyną osobą, która jest w stanie uratować święte drzewo. Jednak, gdy ucieka, druid Allanon wraz z Wilem Ohmsfordem, wyruszają na poszukiwania. Wil jest bowiem kolejną postacią, której udział w misji jest niezbędny. W połowie elf, w połowie człowiek, który okazuje się potomkiem niegdyś władającego państwem rodu Shannary oraz postacią dzierżącą kamienie elfów - magiczne minerały, których przeznaczenie pozostaje tajemnicą. Znaczącą postacią okaże się również nie kto inny jak zwykły (a może nie do końca) człowiek - Wędrowczyni Eretria - niesamowicie denerwująca złodziejka. 


Większość aktorów odgrywających role w tej produkcji nie jest na tyle popularnych, by poprzednie wystąpienia przyćmiewały obecne. Jednak ogromnym zaskoczeniem był dla mnie Manu Bannett , znany ze swojej roli z Arrowa, wcielający się tutaj w postać druida. Jednak namacalna różnica między Allanonem a Sladem sprawiła, że nie miałam pojęcia z kim mam do czynienia. I zapewne nadal by tak było, gdybym nie postanowiła lepiej zapoznać się z obsadą. John Rhys-Davies w roli króla Eventina spełnił się idealnie, jednak ze wszystkich postaci to właśnie jego syn Ander (Aaron Jakubenko) najbardziej przypadł mi do gustu - mężczyzna znany ze swojej słabości do imprez i alkoholu, który w końcu przezwyciężył strach i stanął na wysokości powierzonego mu zadania.


Amberle, Wil oraz Eretria to postacie, które trudno polubić. Zazwyczaj jest zupełnie odwrotnie, jednak w tej produkcji nie potrafiłam pokochać głównych bohaterów od pierwszych stron. Księżniczka jest wiecznie przestraszoną osobą działającą pod wpływem impulsu i szczerze miałam wrażenie, że gdyby nie powierzone jej zadanie, cały sezon by siedziała i płakała. Oczywiście w przerwach między byciem zazdrosną o Wila. Eretria to z kolei osoba, która nie musi się nawet odzywać, by niesamowicie irytować. Pół sezonu zachowywała się jak *uwaga, cenzura*. Oraz Wil - jedyny chłopak w tym gronie. Nie trudno się domyślić, że mamy tu do czynienia z typowym trójkątem. Przyznam, że ciało ma boskie, bo o twarzy niestety nie mogę tego powiedzieć (niestety długie włosy nie są moją bajką), jednak to zachowanie sprawia, że miałam ochotę mu przywalić. No bo w końcu niby zakochany w jednej, ale skoro nie może jej mieć to się prześpi z drugą. Logiczne, nie?

Cała sceneria jest utrzymana w mrocznych barwach, co nadaje charakteru przedstawionemu światowi. Widoki zapierają dech w piersi. Demony przedstawione tak realistycznie, że nawet siedząc po drugiej stronie ekranu czujemy wpełzającą na ręce gęsią skórkę. Nawet stylizacja uszu zasługuje na pochwałę, nie mówiąc już o cudownych strojach czy niesamowitym openingu, który skradł moje serce. Widać, że pod tym względem MTV dało z siebie wszystko.


Nie powiem, by serial był arcydziełem, jednak całokształt zasługuje na uwagę. Szczególnie polecam dla osób, które uwielbiają magiczne wątki, mnóstwo miłości, poświęcenia, niebezpieczeństwo, czy intrygi. No a zakończenie... Sprawiło, że po prostu muszę zobaczyć następny sezon. Żałuję jedynie, że obejrzałam serial przed przeczytaniem książki. Ale i na to przyjdzie czas.



wtorek, 22 marca 2016

Lustrzany Świat Melody Black - Gavin Extence




Tytuł: Lustrzany Świat Melody Black
Tytuł oryginału: The Mirror World of Melody Black
Autor: Gavin Extence
Tłumaczenie: Łukasz Małecki
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 14 stycznia 2016











Opis:
Jak to nieraz w życiu bywa, wszystko zaczęło się od trupa. To był zwykły sąsiad, nie ktoś, kogo Abby dobrze by znała, jednak mimo wszystko… Znalezienie zwłok, podczas gdy przyszło się pożyczyć puszkę pomidorów, może być lekko szokujące. A przynajmniej powinno być. Teraz, ponownie analizując minione wypadki, kobieta nie może pozbyć się wrażenia, że wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej, gdyby feralnej środy nie weszła do mieszkania naprzeciwko. A z pewnością nie poznałaby Melody Black…


Jeszcze nie raz przekonasz się, że większość krzywd, jakie wyrządzamy innym, jest niezamierzona. I prawie zawsze dotyczy tych, których kochamy. To jedna z niefortunnych ironii życia - o wiele łatwiej skrzywdzić ludzi, którzy są nam bliscy.
Abigail Williams to kobieta, która mieszka ze swoim chłopakiem w niewielkim mieszkanku. W momencie, gdy zachodzi do sąsiada, by pożyczyć puszkę pomidorów, jej życie się zmienia. Kto by przypuszczał, że zastanie go w fotelu przed telewizorem... martwego. No i o ile już to jest co najmniej niepokojące, o wiele bardziej sam fakt, że zamiast krzyczeć, niezwłocznie wezwać pomoc, ona zaczyna palić papierosy należące do zmarłego, po czym dopiero wykręca numer alarmowy i wraca do domu... z wyciągniętą z lodówki sąsiada puszką pomidorów. Czy może być coś dziwniejszego? Chyba tak... A zaczyna się od znalezionej w internecie teorii o "małpim kręgu".
Ze wszystkich zwierząt tylko ludzie posiadają zdolność cierpienia w trzech czasach: opłakiwania przeszłości, rozpaczania nad teraźniejszością i obawiania się tego, co przyniesie przyszłość.
Pierwszym co rzuca się w oczy, oprócz oczywistych, nieco absurdalnych sytuacji, jest czarny humor powieści, z którego jest prawdopodobnie znany autor. Nazwałabym go charakterystycznym, bo chociaż to moje pierwsze spotkanie z twórczością Gavina Extence, to jednak odróżnia się czymś przyciągającym; czymś, co działa jak magnes. Jedynym, co nie dawało mi spokoju przez większość lektury, było samo znaczenie tytułu i imię występujące w nim. Bo w końcu ta historia dotyczy Abby, więc kim jest tajemnicza postać - Melody Black? Niestety, ja nie odpowiem na to pytanie, żeby nie odbierać nikomu przyjemności z czytania, bo warto się o tym przekonać na własnej skórze.
Nic o nim nie wiedzieliśmy. Nie był dla nas realną osobą - na pewno nie w żadnym znaczącym sensie. Ot, kolejna twarz, którą od czasu do czasu mijamy na schodach. Mieszkaliśmy w odległości kilku metrów, a mimo to nie było między nami żadnego kontaktu. 
Nie obejdzie się bez minusów, gdyż zachowanie głównej bohaterki sprawia, że czytelnik ma wielką ochotę na spalenie książki. Bo czym jest wydanie tysiąca funtów w przeciągu jednego dnia (nawet niecałego!) czy ucieczka z domu i prawie zdradzenie chłopaka. Do tego można by dorzucić skłonności do prześladowań, lata nienawiści do ojca, wieczne czepianie się siostry i parę innych. Jednak przypuszczam, że był to celowy zabieg, by ukazać nam, że każdy człowiek przeżywa wzloty i upadki, a pewne sytuacje mają znaczący i niekoniecznie pozytywny wpływ na ludzką psychikę. I nawet ja, zaczęłam się zastanawiać nad stanem mojej.
Jego śmierć okazała się dla nas najwyżej zaskakującym zwrotem akcji, nie niosła ze sobą żadnego emocjonalnego znaczenia. (...) Był spoza naszego małpiego kręgu.
Lustrzany świat Melody Black to z pewnością błyskotliwa powieść, z której można wiele wywnioskować. Nie jest przy tym nużąca, a to rzadkość przy podobnych pozycjach, więc warto znaleźć chwilę, by poznać opisaną przez autora historię i wyciągnąć z niej wnioski. Teraz z pewnością muszę sięgnąć po Wszechświat kontra Alex Woods - niesamowicie zachwalany debiut Gavina Extence i jeden z największych bestsellerów.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

sobota, 19 marca 2016

~KONKURS Z JUTREM~

Jeszcze nie było u mnie żadnego konkursu. Rozdania owszem, ale nic co wymagałoby większego wysiłku niż zwykłe zgłoszenie się w komentarzu (ale nawet teraz będzie trzeba wykonać jedynie łatwe zadanie, które zajmie nie więcej nić kilka minut). A jako, że niedawno był dzień kobiet, możemy jakoś uczcić to święto. A co zrobić, by wygrać? Zapraszam do regulaminu!



Regulamin:
1. Organizatorką konkursu, jestem ja - autorka bloga Czyta książki, pewnie kujon.
2. Konkurs trwa od dzisiaj (10 marca 2016 roku) do 11 kwietnia 13 maja 2016 roku do godziny 23:59.
3. Fundatorem nagrody (egzemplarza książki "Jutro") jestem ja.
4. Zwycięzca zostanie wybrany w drodze losowania
5. Aby wziąć udział w konkursie należy:
-zgłosić się w komentarzu
-podać adres e-mail
-zaobserwować publicznie mojego bloga
-wstawić podlinkowany baner w widoczne miejsce na swoim blogu/udostępnić na fb (baner po prawej stronie, na pasku bocznym)
-skomentować dowolnie wybraną recenzję z mojego bloga (z roku 2015) oraz wstawić link do tej recenzji.
6. By konkurs się odbył, musi się zgłosić przynajmniej 35 osób
7. Organizatorka zastrzega sobie prawo do zmiany regulaminu.
8. Zwycięzca zostanie wyłoniony do 14 dni po zakończeniu konkursu, jednak w wyniku poślizgu, może się ten czas wydłużyć.
9. Nie wysyłam nagród za granicę, ani nie odpowiadam za zgubienie przesyłki przez Pocztę Polską.

Szablon zgłoszeniowy:
Zgłaszam się/Umrę, jak nie dostanę! etc.
E-mail:
Obserwuję jako:
Baner:
Link do wybranej recenzji:


Mam nadzieję, że zgłosi się sporo osób, a nagroda przypadnie Wam do gustu. ;)
To powodzenia!

piątek, 18 marca 2016

Osobliwe i Cudowne Przypadki Avy Lavender - Leslye Walton



Okładka książki Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender





Tytuł: Osobliwe i Cudowne Przypadki Avy Lavender
Tytuł oryginału: The Strange and Beautiful Sorrows of Ava Lavender
Autor: Leslye Walton
Tłumaczenie: Regina Kołek
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 2 marca 2016









Opis:
Zbliża się magiczna noc przesilenia letniego... Noc, w której niebo się otworzy, a powietrze wypełnią deszcz i pióra.
Ava urodziła się ze skrzydłami. Pragnie poznać prawdę, odnaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące jej pochodzenia. Niezwykłe wypadki, cudowne zdarzenia, dziwne zbiegi okoliczności i baśniowe rozterki zaprowadzą ją tam, gdzie nie spodziewała się dotrzeć. Kawałek po kawałku odsłania pełną boleści i trosk historię rodziny Roux. Ava Lavender może być pierwszą, która uniknie zguby i ucieknie obojętności. Czy uda jej się odnaleźć prawdziwą miłość?
Dramat Avy rozpoczyna się, kiedy wielce pobożny Nathaniel Sorrows bierze ją za anioła, a jego obsesja na punkcie dziewczyny rośnie...

Myślę, że śmierć podobna jest do otrucia albo gorączki - wyszeptałam. - To jak bycie o krok przed wszystkimi. Krok tak duży i szeroki, że dogonienie cię staje się niemożliwe, i jedyne, co możesz zrobić, to patrzeć, jak wszyscy ci, których kochasz, znikają.
Bohaterką tej powieści jest Avy - dziewczyna posiadająca skrzydła. Jednak opowieść nie zaczyna się od niej, bo równie ważni są przodkowie nastolatki. Autorka postanawia wprowadzić czytelnika w przedstawiony świat za pomocą przeszłości. Przeszłości, która sprawiła, że życie bohaterów wygląda tak a nie inaczej. Przeszłości, którą trzeba poznać, by zrozumieć teraźniejszość i przyszłość. To właśnie wybory dokonane kiedyś ukształtowały to, z czym ludzie muszą się zmierzyć obecnie.
I to może być sedno problemu: wszyscy boimy się siebie nawzajem, bez względu na to, czy mamy skrzydła, czy nie.
A zaczęło się od pradziadka, który napędzany marzeniami przepływa ocean, by zamieszkać z rodziną na Manhattanie. Jednak nic nie jest takie kolorowe, jak by się wydawało i niedługo potem ginie. Podobny los spotyka wszystkich jego bliskich, oprócz Emilienne, która w krótkim czasie wychodzi za mąż i rodzi córkę Viviane - matkę Avy oraz jej brata bliźniaka Henrego. Obydwoje jednak nie są zwyczajnymi dziećmi. On - nieznoszący dotyku niemowa,  ona - uskrzydlona dziewczyna, która pragnie jedynie normalnego życia. I prawdopodobnie właśnie to pragnienie wpędza ją w kłopoty..  
A ja – ja urodziłam się ze skrzydłami, jako odmieniec, który nie miał prawa liczyć na coś tak majestatycznego jak miłość. To nasz los, nasze przeznaczenie, to ono decyduje o takich rzeczach, prawda?
Po przeczytaniu opisu książki można spodziewać się magicznej powieści pełnej aniołów lub innych stworzeń. Nic bardziej mylnego. Jest to historia, która poprzez tak magiczne zjawisko jak posiadanie skrzydeł, ukazuje brutalność otaczającego nas świata. Miłość w tej powieści jest źródłem wszelkiego bólu, cierpienia i nieszczęść, lecz ujawnia również, że mimo wszelkich przeciwności losu, przy odrobinie wysiłku, możemy w końcu znaleźć szczęście. A o to warto walczyć.
Znowu on. Los. To słowo często towarzyszyło mi, kiedy byłam dzieckiem. Szeptał do mnie z ciemnych kątów pokoju w czasie samotnych nocy. Był pieśnią ptaków na wiosnę i wołaniem wiatru w nagich gałęziach zimowego popołudnia. Los. Zarówno moja udręka, jak i pociecha. Mój towarzysz i moja klatka
Leslye Walton stworzyła coś zupełnie odmiennego od znanych przez nas powieści. W swojej książce zawarła historie kilku pokoleń, zmagających się z różnymi problemami, które chociaż odmienne, wydawały się w jakiś sposób powiązane. Nie sposób zignorować atmosfery panującej na każdej karcie, przelewającej się przez nią, świadczącej o wyjątkowości danego dzieła. Jedno jest pewne: ten tytuł nie znalazł się przypadkiem na okładce, gdyż książka sama w sobie jest osobliwa i jak najbardziej cudowna.
Potwierdziło to fakt, że niektóre poświęcenia nie są warte zachodu. nawet, a może właściwie w szczególności te, na które ludzie zdobywają się z miłości.
Sięgnęłam po tą książkę, licząc na powieść całkowicie magiczną. Dostałam pełną brutalnego realizmu historię, która pochłonęła mnie od pierwszych stron. To coś nieoczywistego, bajecznego. Coś, co po prostu trzeba przeczytać, by zrozumieć jego wyjątkowość.
Miłość potrafi zrobić z nas głupców


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN.


poniedziałek, 14 marca 2016

Nadchodzi Ogień - Gillian Anderson, Jeff Rovin





Tytuł: Nadchodzi Ogień
Tytuł oryginału: A Vision of Fire: A Novel
Cykl: Saga końca świata. Tom 1.
Autor: Gillian Anderson, Jeff Rovin
Tłumaczenie: Łukasz Małecki
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 6 maja 2015










Opis:
Pierwszy tom cyklu opisuje przygody Caitlin O’Hary, światowej sławy psychologa dziecięcego, która zajmuje się leczeniem traum, powstałych w wyniku wojen i klęsk żywiołowych. To silna kobieta i matka, ma mocny charakter i ugruntowaną pozycję zawodową, jednak całe jej doświadczenie i wiedza o świecie stają pod znakiem zapytania, gdy zaczyna pracować z młodą dziewczyną o wyjątkowych zaburzeniach. Próbując jej pomóc, Caitlin zaczyna dostrzegać, że za problemami dziewczyny kryją się o wiele potężniejsze siły niż te, które jest w stanie objąć ludzki umysł…

Dzieci i zwierzęta instynktownie boją się ciemności. Dlaczego niby mam twierdzić, że niesłusznie?
Gillian Anderson powinna znać większość osób, które urodziły się przed 2000 rokiem, a może nawet i później. Ja jeszcze pamiętam, jak bardzo lubiłam oglądać serial, w którym odgrywała swoją rolę. I nawet teraz z przyjemnością powróciłabym do tych czasów. Spytacie więc, co to za fantastyczna produkcja? Z Archiwum X, ot co. Ale nie o tym dzisiaj chcę wam opowiadać, ale o debiucie literackim, który jest dziełem owej aktorki.
Te zdjęcia przedstawiały coś więcej niż atak atomowy; ukazywały niewyobrażalny, uporczywy ból i terror każdej wojny w każdej epoce, a jednocześnie stanowiły ukryte ostrzeżenie, że następna wielka pożoga zakończy się dużo gorzej. A mimo to ludzkość mknęła ku niej na pełnym gazie.
Caitlin O`Hara jest doktorem psychologii. Jej pacjentami są zazwyczaj dzieci po traumatycznych przeżyciach, przestępstwach, wojnach itp. To samotna matka, która rzadko kiedy się myli, a chwile spędzone z synem są dla niej relaksacyjną odskocznią. Wszystko jednak się zmienia, gdy trafia na trudny przypadek córki ambasadora Indii. Nastolatka, po zamachu terrorystycznym, zupełnie się zmienia. Traci kontakt z rzeczywistością, wymawia bełkotliwe zdania, używa niezrozumiałych słów, a również okalecza się. Nawet światowej sławy psycholog, jakim jest Dr Caitlin, nie ma pojęcia, co dolega dziewczynie. A jakby tego było mało, jej przypadek nie jest jedyny, a ataków doświadczają ludzie z różnych rejonów świata. O co w tym wszystkim chodzi? I co wspólnego z tymi wydarzeniami ma tajemniczy kawałek skały wydobyty z dna oceanu?
Nie można winić słów za to, że są niewystarczające do opisu nowych zjawisk.
Pierwsze strony powieści trudno uznać za interesujące. Ja niesamowicie się na nich nudziłam i nie raz miałam ochotę rzucić książkę w kąt i sięgnąć po coś przyjemniejszego, bez wszelakich naukowych określeń i nadmiaru opisów z użyciem takowych. Jednak były to tylko początkowe odczucia, bo chociaż przewijają się przez całą powieść, to już po pierwszym rozdziale zaczynamy się do tego przyzwyczajać, a wiedząc o karierze aktorskiej autorki, trudno jest nie porównywać tej powieści z serialem, z którym zresztą można znaleźć istotne powiązanie. Ale o tym musicie już przekonać się na własne oczy.
Nie wierzę w kosmicznego arbitra. Bo odnoszę wrażenie, że do tego sprowadza się idea boga. Niebo jest w niej nagrodą za absolutnie subiektywny model postępowania, różniący się we wszystkich kulturach.
Plusem tej książki są zróżnicowani bohaterowie, wielonarodowościowi i wyznający różne kultury, religie. Ponadto akcja nie rozgrywa się w jednym określonym miejscu, lecz przechodzi z jednego krańca świata na drugi - co nie raz może powodować zamieszanie, jednak jednocześnie gwarantuje powiew świeżości, a całość, dopełniona dopracowanymi szczegółami, sprawia, że czytelnik chciałby zagłębić się w dalsze losy poszczególnych postaci.
Każda postać fikcyjna ma swój pierwowzór.
Nadprzyrodzone (?) siły, tajemnicze przedmioty oraz nieznane znaki, hipnoza, intrygi i wisząca w powietrzu wojna - to wszystko znajdziecie w tej powieści. Co prawda nie jest to arcydzieło literackie, ale który debiut nim jest? Jednak jeśli to są dopiero początki, już czekam na ciąg dalszy, a książkę mimo nielicznych niedociągnięć polecam. Jedno jest pewne - by zapoznać się z tą historią nie musisz mieć określonej płci czy wieku, jest idealna dla każdego.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

środa, 9 marca 2016

Mechaniczny Anioł - Cassandra Clare




Tytuł: Mechaniczny Anioł
Tytuł oryginału: Clockwork Angel
Cykl: Diabelskie Masztny. Tom 1.
Autor: Cassandra Clare
Tłumaczenie: Anna Reszka
Wydawnictwo: Mag
Data wydania: 20 listopada 2013











Opis:
Magia jest niebezpieczna, ale miłość jeszcze bardziej. Kiedy szesnastoletnia Tessa Gray pokonuje ocean, żeby odnaleźć brata, celem jej podróży jest Anglia za czasów panowania królowej Wiktorii. W londyńskim Podziemnym Świecie, w którym po ulicach przemykają wampiry, czarownicy i inne nadnaturalne istoty, czeka na nią coś strasznego. Tylko Nocni Łowcy, wojownicy ratujący świat przed demonami, utrzymują porządek w tym chaosie. Porwana przez Mroczne Siostry, członkinie tajnej organizacji zwanej Klubem Pandemonium, Tessa wkrótce dowiaduje się, że sama jest Podziemną z rzadkim darem zmieniania się w inną osobę. Co więcej, Mistrz - tajemnicza postać kierująca Klubem - nie zatrzyma się przed niczym, żeby wykorzystać jej moc. Pozbawiona przyjaciół, ścigana Tessa znajduje schronienie w londyńskim Instytucie Nocnych Łowców, którzy przyrzekają, że znajdą jej brata, jeśli ona wykorzysta swój dar, żeby im pomóc. Wkrótce Tessę zaczynają fascynować dwaj przyjaciele: James, którego krucha uroda skrywa groźny sekret, i niebieskooki Will, zniechęcający do siebie wszystkich swym sarkastycznym humorem i zmiennymi nastrojami… wszystkich oprócz Tessy. W miarę jak w trakcie swoich poszukiwań, zostają wciągnięci w intrygę, grożącą zagładą Nocnych Łowców, Tessa uświadamia sobie, że będzie musiała wybierać między ratowaniem brata a pomaganiem nowym przyjaciołom, którzy próbują ratować świat… i że miłość potrafi być najbardziej niebezpieczną magią.

Kimkolwiek jesteś, mężczyzną czy kobietą, osobą silną czy słabą, zdrową czy chorą... Wszystkie te rzeczy liczą się mniej niż to, co masz w sercu. Jeśli masz duszę wojownika, jesteś wojownikiem. Te inne rzeczy to szkło, które otacza lampę, a ty jesteś światłem w środku. Właśnie w to wierzę.
Cassandry Clare nie muszę nikomu przedstawiać. Jej seria Dary Anioła podbiła serca niejednego nastolatka. Ja niestety nie byłam wśród osób, które koniecznie musiały przeczytać wszystkie tomy i z przykrością stwierdzam, że zatrzymałam się na początku drugiego. Nie znaczy to, że nie spodobała mi się koncepcja autorki, ale po przeczytaniu Trylogii Diabelskich Maszyn, po które sięgnęłam wcześniej, nic przez długi czas nie mogło mnie wystarczająco zadowolić.
Marzenia potrafią być niebezpieczną rzeczą.
Tessa Gray przybywa ze stanów do Londynu z myślą, że po długiej rozłące spotka brata, który miał na nią czekać. Niestety po opuszczeniu pokładu statku nie wita jej on, ale dwie kobiety, twierdzące, że przyjechały ją odebrać i dostarczyć do brata. Zabierają ją do tajemniczego domu, gdzie okazuje się, że ich zamiary nie są wcale takie szlachetne, jak zapewniały, a dziewczyna staje się więźniem. Mroczne siostry nie raz wzywają ją na przesłuchania, a wkrótce wyjawiają swoje plany dotyczące Tessy. Ma zostać ona przygotowana do ślubu. Ślubu z obcym mężczyzną, nazywanym przez jej oprawczynie Mistrzem.
Mogę ci ofiarować swoje życie, jednak to będzie krótkie życie; mogę ci oddać serce, choć nie wiem, ile jeszcze uderzeń wytrzyma. Ale kocham cię bardzo i mam nadzieję, że wybaczysz mi samolubne pragnienie, żeby posmakować szczęścia, resztę życia spędzając z tobą.
Życie dziewczyny wywróciło się do góry nogami, a ona nie ma najmniejszego wpływu na nie. Leżąc przywiązana do łóżka nie spodziewa się, że wkrótce wszystko się zmieni, a ona zostanie uratowana przez tajemniczego chłopaka o imieniu Will. Jednak czy można mu ufać? Kim jest jej wybawca i jego znajomi? Jakie przygody ją jeszcze spotkają w tym nowym, zupełnie nieznanym miejscu? No i w końcu, gdzie jest jej brat?
To w porządku kochać kogoś bez wzajemności, dopóki ten ktoś jest wart miłości. Dopóki na nią zasługuje
Cassandra Clare po raz kolejny przeniosła nas w świat Nocnych Łowców. Nie różni się on wiele od poznanego w Darach Anioła (chociaż jak wspomniałam na wstępie dotrwałam tylko do drugiego tomu - na razie!), mimo tego, iż przedstawia wydarzenia rozgrywające się o wiele wcześniej niż te, z którymi zmagają się Clary i Jace. Jako osoba, która może tylko powierzchownie porównać dwie serie, ta wydała mi się o wiele przyjemniejsza w odbiorze. Jeśli miałabym opisać jednym słowem Mechanicznego Anioła, byłaby to za pewne lekka książka. Jej styl, język jest w jakiś sposób bardziej przystępny, przez co całość przeczytałam w zastraszającym tempie i zupełnie się z nią nie męczyłam.
On nie wiedział, co znaczą dla niej książki. Że są symbolami prawdy i sensu, potwierdzeniem jej istnienia i tego, że są na świecie ludzie tacy jak ona.
Wykreowani bohaterowie są jak kolory na palecie pełnej barw. Tak różnorodni, niepowtarzalni. Każdy ma indywidualny, trudny do odzwierciedlenia charakter. Przy tym ich rozmowy, przepychanki słowne nie raz wywołały u mnie napad śmiechu, tak rzadko zdarzający się podczas czytania czegokolwiek, nawet oglądania kabaretów, które zresztą uwielbiam. Tessa, Will, Jem oraz inni, nowi przyjaciele dziewczyny są postaciami, których po prostu się nie da nie lubić. I mimo mojego wiecznie pesymistycznego nastawienia, zdołali skraść moje serce.
Pulvis et umbra sumus. - "Prochem i cieniem jesteśmy".
Nie pozostaje mi nic innego jak polecić ta książkę. Szczególnie fanom Darów Anioła, ale nie tylko. Każdą dziewczynę, kobietę, a może nawet z odrobiną chęci mężczyznę, mogłaby ta książka nie tyle wciągnąć, co od razu połknąć.

sobota, 5 marca 2016

Krew i Stal - Jacek Łukawski




Tytuł: Krew i Stal
Cykl: Kraina Martwej Ziemi. Tom 1.
Autor: Jacek Łukawski
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 17 lutego 2016













Opis:
Gdy krew bohaterów zrosi Martwą Ziemię, stal będzie musiała dosięgnąć zdrajców.
Sto pięćdziesiąt lat po powstaniu Martwej Ziemi z twierdzy granicznej wyrusza oddział żołnierzy, by wąskim przesmykiem przekroczyć zapomnianą krainę. W starym klasztorze u podnóża Smoczych Gór ukryte jest coś, co musi powrócić do królestwa, zanim Zasłona Martwej Ziemi pęknie i zaniknie.
Silny oddział pod dowództwem Dartora, starego, zaprawionego w bojach oficera, wkracza w suche stepy, by zmierzyć się z demonami przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Prawdziwy cel misji zna tylko przysłany w ostatniej chwili przewodnik. Lecz nawet on – tajemniczy Arthorn – nie przypuszcza, jaki los przygotowali dla nich bogowie i jak krucha jest równowaga znanego im świata.


Nie przypuszczałem, że ta zasrana magia może się kiedykolwiek przydać na coś dobrego!
Krew i Stal jest debiutem Jacka Łukawskiego, która stanowi wstęp do serii o Krainie Martwej Ziemi. Jakby ktoś jednak dał mi tą książkę do przeczytania bez zdradzania nazwiska autora, ani braku jego dorobku literackiego, nigdy nie pomyślałabym, że coś tak dobrego może być (a) debiutem (b) dziełem polskiego autora. No może jeszcze w narodowość bym nie wnikała, ale owa pozycja zdecydowanie nie wygląda na debiut. I szczerze cieszę się, że polskie książki o tematyce fantastycznej się rozwijają w tak zastraszającym tempie.
-Ten stary pierdziel Garhard z pewnością nie wyraził się takimi pięknymi słowami, jakeście mi przedstawili. Jak znam tego, bogowie zlitujcie się, mędrca, to w wyjątkowo dobrym humorze do muła by mnie przyrównał, a jeśli humor mu nie dopisywał...
-Nie dopisywał. - Arthorn chrząknął.
Świat przedstawiony w tej powieści jest niebezpieczny. Na tyle niebezpieczny, że człowiek niepostrzeżenie może stracić życie jednym krokiem, postawionym w złym kierunku. Ptaki padają w locie jeden po drugim przez wkroczenie w zakazaną strefę. Właśnie w takim świecie, z polecenia lorda Aurissa, wyrusza oddział, który ma za zadanie przekroczyć Martwicę i zdobyć pewne cenne przedmioty. Niestety po drużynie tej ginie ślad, a powierzone im zadanie jest na tyle ważne, by posłano za nimi drugą, której dowodzić ma Dartor, wraz z niepodlegającym mu Arthornem. Jednak nieznana kraina, w którą wkraczają, jest o wiele bardziej zabójczy, niż wszyscy się spodziewają. Na każdym kroku czyha na nich niebezpieczeństwo, a magiczne stwory, z którymi przychodzi im się zmierzyć na początku, mogą być potulnymi zwierzątkami w porównaniu z tym, co jeszcze na nich czeka. Czy wszyscy wyjdą cało z tej ekspedycji? Co ich czeka na nieznanych ziemiach? 
(...) to, co Martwicę stworzyło, teraz ją niszczy.
Jak już wspomniałam na wstępie, książka ta zdecydowanie nie wygląda na debiut.  Świadczy o tym chociażby archaiczny język, którego nie powstydziłby się nawet sam Sapkowski, oraz w każdym calu dopracowane szczegóły charakterów postaci oraz wydarzeń. Początkowo trudno jest przyzwyczaić się do takiego dialektu, jednak jego specyficzność pozytywnie wpływa na jakość całokształtu. Postacie łatwo można polubić, współczuć im, przeżywać sytuacje, w jakich się znajdują oraz niekiedy nienawidzić i czuć irytację ich zachowaniem. Arthorn - nasz główny bohater jest z kolei najbardziej tajemniczą postacią, jaką zdarzyło mi się spotkać na tych kartach i nawet końcowe strony nie zdradziły go całkowicie, a Marcas z Gwydonem zyskali moją całkowitą sympatię. 
Pytałem, czemu tylko trzech ich wysłano, a on zdziwił się, że mogłoby być inaczej: trzech uciekło i trzech w pogoń ruszyło. Ponoć ich bogowie nie przepuszczają przez bramy swego królestwa takich, co w nierównej walce zwyciężą.
Krew i Stal mogę śmiało nazwać perełką gatunku fantasy, który wybija się ponad większość schematycznych powieści, jakie coraz częściej spotykamy w księgarniach. Jedynym minusem jest fakt, iż na następny tom będę musiała zdecydowanie zbyt długo czekać. Ale jeśli ktoś jeszcze nie zapoznał się z tą powieścią, powinien jak najszybciej nadrobić straty.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN.

wtorek, 1 marca 2016

Ciemność Płonie - Jakub Ćwiek




Tytuł: Ciemność Płonie
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 18 marca 2015










Opis:
Dworzec to jedyne bezpieczne miejsce.
Ciemność tu nie zagląda.
Na razie...
Przerażająca podróż po tonących w ciemności Katowicach.
Katowice Główny to miejsce, przez które przewijają się dziennie tysiące ludzi. Większość pojawia się tam na moment, część została na znacznie dłużej. Bezdomni. Wybrani. Niegdyś mieli rodziny, pracę, wiedli mniej lub bardziej szczęśliwe życie. Dziś mają tylko siebie i stare, śmierdzące dworcowe hale. Wybrała ich bowiem Ciemność. Zapłonęła i nigdy już nie zgasła.
Natalia – studentka kulturoznawstwa – w podzięce za pomoc oddaje starszemu mężczyźnie znalezioną w portfelu monetę. Nieświadomie bierze tym samym na siebie cudze przekleństwo. Już wkrótce i dla niej zapłonie Ciemność, zamieniając jej życie w horror. Ratunku może szukać tylko wśród podobnych sobie. Dworzec Katowice czeka…


Odrzućmy niemożliwe, a zostanie nam prawda, choćby i zupełnie do siebie niepodobna.
Większość ludzi bała się, boi, a nawet w dorosłym życiu nadal będzie się bała ciemności. Może za sprawą obejrzanych w dzieciństwie horrorów, które w owym czasie tak pociągały, chociażby ze względu na to, że dla najmłodszych są zakazane. Jednak już po pierwszym spektaklu coś się rodzi w naszym umyśle, bezpodstawny strach, którego nie potrafimy się pozbyć. Bo co jeśli zza uchylonych drzwi od szafy ktoś spogląda. Czy to kurtka wisi na tym wieszaku w końcu korytarza, czy może jakaś zjawa leci wprost na nas? Umysł potrafi podsunąć nie do końca przyjemne myśli, jednak jeśli dorzucimy do tego ciemność, mógłby dodatkowo wytworzyć obraz, który w naszych oczach przeobraziłby się w najgorszego potwora. I nie ważny jest wiek, gdy mamy z nią do czynienia. Być może podobne przemyślenia Jakuba Ćwieka podsunęły mu pomysł stworzenia książki takiej jak Ciemność Płonie.
...a gdy tylko zapada zmrok i światło gaśnie, żar tego ognia rozpełznie się po kuchni, pomknie wzdłuż ścian ku innym pokojom i wleje się do łóżek, pochłaniając drewniane stelaże, materace i pościel.
Dworzec jest miejscem, przez które przewijają się codziennie setki ludzi. Jedni są tu tylko przejazdem, spieszą się do pracy, domów, rodzin. Inni - bezdomni - zostają na dłużej. Nie z powodu takiego kaprysu, ale faktu, iż jest to jedyne miejsce, w którym czują się bezpiecznie. W końcu Ciemność tu nie zagląda. Pewnego dnia studentka o imieniu Natalia wpada w tarapaty, z których ratuje ją starszy mężczyzna. Szukając drobnych w portfelu, dziewczyna trafia na dziwną monetę, którą oddaje widocznie zaciekawionemu wybawicielowi. Tym samym jednak uwalnia go od klątwy, która teraz ciąży na niej. Jednak ciemność, która do tej pory była co najwyżej znośna, staje się agresywna. Miły gest dziewczyny i poczynania biedaka, sprowadzają zgubę na wszystkich Wybrańców.
Najgorsze, że nikt nie dostrzeże nawet jednego małego języka ognia. Bo to nie będzie już ogień. To Ciemność.
Jak zapewne wiecie, Jakub Ćwiek trafił do grona moich ulubionych polskich autorów za sprawą Chłopców - czterotomowej serii, w której się zakochałam niemalże w momencie rozpoczęcia lektury. Być może przez to podniosłam wysoko poprzeczkę sięgając po następną książkę, chociaż nie powiem bym miała zamiar całą opinię przedstawić w formie jednego wielkiego hejtu, bo jak to bywa, gdy mówimy o książkach: każda ma plusy i minusy. Wystarczy tylko je dostrzec, a to czy polubimy daną książkę zależy przede wszystkim od nastawienia.
Gdy nastaje noc, parafrazując słowa Goi, budzą się potwory.
Być może zanudziłam troszkę tym wstępem, ale Jakub Ćwiek należy do grona tych twórców, którzy najwyraźniej czują przywiązanie do naszych rodzimych imion, które mi nijak nie leżą. Chociaż próbuję się od x czasu przekonać do polskich autorów, to jednak zatrzęsienie Maćków, Jacków, Maryś i Kaś skutecznie mnie odrzuca. Co prawda podczas lektury Chłopców nie przeszkadzało mi to tak bardzo i myślałam, że tak będzie i tym razem.. Można się domyślić, że jednak nie było. No jeszcze Pawła czy Piotrka mogłabym znieść, ale Tadeusza i innych Zbigniewów? Co to to nie. Zapewne cały ten akapit brzmi jak totalny bełkot, ale w momencie, gdy jest coś nie tak z imionami w powieści, trudno mi się zdobyć na przeczytanie reszty.. Pomijając już fakt, że imiona te wydawały mi się początkowo identyczne i miałam problem z odróżnieniem poszczególnych postaci, co się tak często nie zdarza z tymi obco brzmiącymi.
...jak to możliwe, że gałąź stuka nam w okno, chociaż najbliższe drzewo rośnie dwadzieścia metrów dalej.
Jednak, gdy już odrzucimy uprzedzenia dotyczące imion, wyłania się w końcu coś, być może wartego większej uwagi. Jest to historia ludzi, którym los zrobił nie lada psikusa. Pomimo rodzin, życia, które posiadali, zostali skazani na potępieńcze życie w miejscu takim jak dworzec, z którego nie mogą uciec przez nic innego jak Ciemność, która przyznam, że została ciekawie (a może nawet prawdziwie?) przedstawiona. Jakub Ćwiek kolejny raz skazuje bohaterów na ciężkie życie oraz ból, którego jest tu niemało. Ukazuje ludzi i wszelkie możliwe wybory, które mogą podjąć w danych sytuacjach. Od kłamstw, by uchronić się przed śmiercią, po poświęcenie dla innego człowieka.

Stworzona przez Ciemność gra była już wcześniej niebezpieczna, ale co jeśli nagle wszystkie zasady się zmienią? To musicie zobaczyć sami. W końcu już sam tytuł sugeruje nam mroczną powieść, a czy wejdziecie, zdecydujcie sami. Jedno jest pewne. Jeśli nie przeszkadzają Wam aż tak polskie imiona (!!!) nie ma na co czekać.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN.